wtorek, 31 stycznia 2012

Planistycznie

Tak wiem ... mało mnie tu ostatnio.
Ale dziś złapałam pierwszy głęboki, domowy oddech od poniedziałku
Weekend zresztą też intensywny
Dzisiaj w związku z dniem poza biurem - w tzw. terenie
menu pudełkowe
6:30 kasza jaglana z mango + Inka korzenna
9:00 kanapki z chleba ciemnego sojowego z pasztetem z cieciorki i listkami rukoli
11:00 no właśnie - kusiło mnie ciastko z bitą śmietaną, ale nie spróbowałam !!!
13:00 sok wielowarzywny
15:00 8 wafli ryżowych pełnoziarnistych
17:30 makaron orkiszowy z patelni z tuńczykiem i cukinią na ciepło
20:30 planuje sok wielowarzywny z marchwi i selera naciowego
A na jutro :
- jaglanka z mango (mówiłam że mam ostatnio fizia na punkcie soczystego i słodkiego mango)
- chlebek żytni (dostałam przepyszny w piekarni - na zakwasie) z rukolą i ... może szyneczka i papryka
- sok wielowarzywny z dzisiaj
- pieczony kurczak w marynacie z sosu sojowego i cytryny, do tego brązowy ryż i ... szpinak z żurawiną :)
- placuszki otrębowe z pasztetem z ciecierzycą i ogórkiem konserwowym

Aaaaa poczyniłam dziś ekspresowe zakupy i kupiłam :
- termos z Rossmanna za ok 20 zł (w sam raz na czerwoną herbatę do samochodu)
- szpinak (tani i świeży w Tesco)
- seler naciowy (po promocji z Tesco)
- wędlinki
- sery
- serki homo 0%
- mleko chude
- pierś z kurczaka
- wafle ryżowe
- sok warzywny
- chleb na zakwasie
- łososia
- serki wiejskie

Do kupienia mam jeszcze :
- pstrąga wędzonego (uwielbiam)
- troszkę owoców i warzyw
- pomidory w puszce (chodzi za mną spaghetti z mielonym z indyka)
- herbatę czerwoną - szybko schodzi w naszym domu :)
- korzenną Inkę (niezastąpiona na mroźne poranki)
- kiełki (polubiłam ... i to bardzo)

niedziela, 29 stycznia 2012

Plany na dzień jutrzejszy...

1. Ok 6:30-7 - prawdopodobnie będą dwa jajka na miękko z wędzonym łososiem plus połówka papryki czerwonej / albo jajecznica z wędzonym łososiem i suszonymi pomidorami (jeszcze nie wiem)

2. Ok 9-9.30 - bułka grahamka z kiszoną kapustą. Wieki nie jadłam kapuchy kiszonej w takiej formie, a pamiętam w podstawówce się tak zajadaliśmy

3. Ok 12 - sałatka z kabanosem z dnia dzisiejszego plus dwie kromeczki żytniej wasy

4. Ok 14.30-15 - 2 kiwi + pomarańcz + jogurt naturalny + otręby granulowane ze śliwką

5. ok 17 - obiad w domu (mąż ma wolne i zapowiedział coś z ciemnym ryżem albo kaszą plus pierś z kurczaka)

6. na kolację nie mam jeszcze pomysłu :) tradycyjnie.

Zakupy + posiłki


Byłam dzisiaj na małych/niemałych zakupach. Obkupiłam się w herbatki, a i przy okazji kupiłam sobie Inkę korzenną. Nigdy nie przepadałam za Inką, ale kilka dziewczyn na wizażu i Kaja tutaj robiły takiego smaka... no, że i ja będę Inkę piła.
Poza tym moja lodówka/szafka wzbogaciły się o: mleko granulowane beztłuszczowe, szparagi w słoiczku, otręby granulowane ze śliwkami, mąkę kukurydzianą, mąkę żytnią typ 2000, płatki błyskawiczne gryczane, siemię lniane, twaróg domowy, jogurt naturalny, olej z ryżu oraz pieczarki marynowane.




I jeszcze moje dzisiejsze posiłki.
Obiad: morszczuk w sosie musztardowo-koperkowym, z ziemniakami i sałatką.



Pyszna, chrupiąca, kolorowa... 

 
Podwieczorek, starte jabłuszko, garść truskawek, otręby granulowane czarna porzeczka, jogurt naturalny, wszystko posypane gorzką czekoladą.



Tosty z chlebka dla diabetyków plus sałatka z kabanosem...


Sinusoidalny dół

No dobra
Czas na prawdę
U mnie na wadze po grzesznej sobocie i trochę mniej grzesznym tygodniu 69,3
Ale ... dzisiejszy dzień do bani
Rano jeszcze w miarę grzecznie, ale popołudniu ... czerwienie się ze wstydu na samą myśl
No niestety ja jestem z tych które zajadają stresa
Nawarstwiło się mi trochę osobistych problemów
I zajadłam słodkim
Jak za starych czasów.
Wiem że odreagowanie stresu nie jest wytłumaczeniem
Że to po prostu (dla odmiany od silnej Basinej) moja słaba wola
Że jeśli tylko coś jest nie tak (a jest generalnie sporo nie tak) to zajadam smutki i doły
Że to nie jest rozwiązanie
Ale tak już mam
Dodatkowo mam poczucie że zmarnowałam ten tydzień
U Basi piękne 67,z haczykiem a ja ... 69 i to ledwo ledwo
Bo już popołudniu było prawie 71 z powodu obżarstwa
Wiem że jutro mam się wziąć w garść
Przestać narzekać, marudzić i walczyć dalej
Ale ... dziś po prostu brakuje mi siły
Myślę dziś tylko o stresującym tygodniu pracy (będzie ciężki), trudnej rozmowie z mężem i z rodzicami
Sinusoida moich emocji osiągnęła dół
Nie chcę tu marudzić i narzekać, a poza tym mam dużo pracy do pracy na jutro
Więc zabieram się za robotę

P.S. Od jutra zaczynam pracę od 7, więc pobudki nie o 6:15 tylko 5:45
Będzie ciężko ...

P.S.2. Basi gratuluje raz jeszcze super osiągnięć. Zazdroszczę tej wytrwałości ! Ja jestem z tych miętkich :(

0,9kg mniej!

W nocy obudził mnie ból brzucha, w nocy nawiedziły mnie kobiece dni. Rano nie chciało mi sie nawet zwlec z łóżka, jakaś taka osłabiona byłam. Sms od Kai, dziewczynki wtulone we mnie, trochę leżakowania i myślę sobie najwyższa pora wstać.
Wstałam... weszłam na wagę tym razem pewna, że pewnie mało co spadnie, no bo wiadomo okres i ostatnie dwa dni jeszcze więcej jadłam niż normalnie... a tutaj zaskoczenie!


Jeszcze chwila i będzie osiągnięty kolejny cel... a jest nim 67,4kg - by być bliżej 65kg, a dalej od 70 :)

Na śniadanie tak jak planowałam, zapiekany ciemny chleb z zielonym pesto, kurczakiem i pomidrokiem

sobota, 28 stycznia 2012

Plany na jutro...

Muszę zaplanować co zjem jutro, bo w południe wymyśliłam śniadanie właśnie na niedzielę i co? I zapomniałam... więc rozpiskę robię raz jeszcze.

1. Śniadanie:
zapiekanka: 2 kromki ciemnego chleba posmarowane pesto, na to kurczak co został mi z dzisiaj, pomidorek, mozarella - wszystko zapieczone w piekarniku

2. II śniadanie:
musli jabłkowe: 1 jabłuszko starte na średnich oczkach wymieszane z śliwkami suszonymi, żurawiną suszoną, serkiem naturalnym i otrębami granulowanymi z czarną porzeczką

3. Obiad:
Morszczuk w sosie musztardowo-koperkowym, sałatka z fetą, pomidorkami z puszki, słonecznikiem i grzankami

4. Podwieczorek:
Prawdopdobnie będa muffinki serowe

Na kolację jeszcze nie mam pomysłu. Posiłków pewnie będzie 5, bo w weekend wstajemy co nieco później :)

A i wrzucę Wam dzisiejszą kolację, jutro będzie podobna wersja w formie drugiego śniadania, tylko zamiast pomarańczy jabłuszko

Przysmaki dnia dzisiejszego

Na obiad potrawka z kapuchą kiszoną w roli głównej...

Na podwieczorek jadłam dużą, pyszną i jakże malinową bułeczkę. Tzn bułeczkę kakową z malinowym kremem

Teraz myślę nad kolejnymi dwoma posiłkami...


piątek, 27 stycznia 2012

Smaki

Muszę rano spisać to co mam w lodówce i którym rzeczom kończy się data ważności by to wykorzystać, a nie musieć przypadkiem wyrzucać. Wiem, że kilka rzeczy mam do końca miesiąca: na pewno ser półtłusty biały i łosoś wędzony. Prócz tego jeszcze coś pomiędzy się znajdzie. Wtedy też rozplanuję jutrzejsze posiłki. Dzisiaj natomiast znowu rozkoszowałam się smakiem wędzonej makreli. Kto by pomyślał, że jej smak tak mi zagra na zmysłach... tylko muszę uważać by mi się nie przejadła.

Ostatnie dnie mało wymyślne pod względem posiłków. Dziewczynki moje chore, ja jeden dzień miałam wycięty z życiorysu, Damian chwilę po mnie. Zawsze coś, zawsze gdzieś, jeszcze do tego zmęczenie ogólne dochodziło i były to posiłki raczej ekspresowe - ale zdrowe. A przez ostatnie dwa dni w pracy objadałam się zupą ogórkową, którą po prostu uwielbiam.

Ostatnimi czasy tęskni mi się do wielu smaków i spełniam swoje smakowe fantazje. Na przyszły tydzień w plany muszę wrzucić wątróbkę drobiową - nie jadłam wieki!

A w niedzielę kolejne ważenie...

Zdrowo znaczy smacznie

Za oknem u nas środek zimy. Śnieg, mróz, ciemność :)
A ja już myślę o nadchodzącej wiośnie.
O wiosennych zakupach w warzywniaku.
O twarożku z wiejskiego sera, jogurtu i szczypiorku.
O sałacie zielonej z jogurtowym dressingiem.
O kefirze z rzodkiewką i koperkiem.
Wiosna ... ach to Ty !
Póki co zajadam się sezonowymi produktami i niedawno odkrytymi nowościami.
Do naszej kuchni wprowadziłam kiełki, dużo sałaty (stawiamy głównie na rucolę), paprykę (zwłaszcza żółtą i czerwoną - chrupiącą i słodką), suszone owoce, słonecznik i dynię, pieczywo ciężkie od zdrowych ziaren, kiszoną kapustę i wiejskie jaja.
Do tego codziennie dzbanek czerwonej herbaty i kubek korzennej Inki.
Zdrowo znaczy smacznie. :)

Leniwiec

No tak dziś dzień urlopowy ... leniwy cały
Łóżko, zabawki, mój kochany synek i matczyna miłość :)
Nareszcie mieliśmy cały dzień tylko dla siebie żeby nacieszyć się swoją obecnością
Zaliczyliśmy nawet 2 godzinną drzemkę, w ramach nadrobienia zaległości wczesnoporannych związanych z przebijaniem cholernych piątek.
Teraz wieczór dla męża :) Na kolację lampka wina.
A dzisiejszy jadłospis był taki :
8:00 Fricatta z kiełkami rzodkiewki, suszonymi pomidorami i słonecznikiem (natchnęła mnie Basia :)
11:00 Muesli z mlekiem 1,5%
14:30 Pierogi z bryndza / szpinakiem
16:00 Mandarynki i wafel ryżowy
18:00 Dwa maleńkie czekoladowe ciasteczka :(

Jutro wypad w góry, na narty. Z przyjaciółmi :) Więc posiłków nie da się przewidzieć.
Ale z rana pewnie koktajl mleczny mango (jestem uzależniona od mango), a potem może jajko na miękko i kanapka z pieczywa ciemnego z soją i wędlinką i rucolą :)
Do pudełka tym razem zabieram : czekoladę gorzką 70% kakao, ciastka owsiane bez cukru, madarynki.
Wiem że ostatnio trochę zawalam ze słodkim. Tzn coś nieco zdarzy mi się zjeść ale jeśli już to naprawdę w małych ilościach i mądrze.
Do tej pory słodziłam herbatę, kawę i zjadałam tonę słodyczy miesięcznie, więc nie można zrobić organizmowi terapii szokowej. Niesłodzona herbata i gorzka kawa smakują o niebo lepiej. A przy okazji od czasu do czasu bez wielkiego grzechu można zjeść kostkę czekolady - najlepiej gorzkiej, albo chociaż dobrej jakości mlecznej z orzechami laskowymi.
Ciekawe co w niedziele pokaże waga :) Po cichu liczę na 68 z hakiem.
Podobnie jak Basia wchodzę w ciuchy w które do tej pory nie wchodziłam w ogóle, a te w które wchodziłam stają się luźniejsze z dnia na dzień. Fajnie wracać do swojej starej zapomnianej garderoby.
Wiecie co jest najfajniejsze? Że wiem już że się uda. Do tej pory było parenaście podejść do powrotu do formy, wszystkie kończyły się maksymalnie po miesiącu, z klasycznym efektem jojo. Chodziłam i głodziłam się zamiast po prostu zacząć jeść normalnie, ale mniej i zdrowiej.
Cieszę się że teraz się udaje. Tym bardziej że może za niedługo będziemy planować drugiego potomka i dobrze byłoby wrócić do formy sprzed pierwszej formy. Oj dobrze...

Rzeczy radosne

Siedzę i gęba mi się śmieje. Na wadze pewnie bez większych zmian, ale są zmiany, są... ubrania są albo za luźne, albo te które od wieków nie pasowały pasują.
Wczoraj przyniosłam z piwnicy najmniejsze spodnie jakie miałam. Ukochane spodnie sprzed pierwszej ciąży... Jeansowe rybaczki i zwykłe jeansy. I obydwie pary wciągnęłam na dupę, zapięłam zamek, guziczek i leżą miarowo. Nie wyglądam w nich idealnie, ale nie leżą tragicznie... szok w majtkach. Jeszcze myślę, że 2-3kg i będą leżały super.
Dzisiaj w pracy jestem w żakiecie z moich matur. W żakiecie, w który wiele lat się nie zapinałam. Baaa w który długi czas nawet nie wchodziłam, bo ciągnął mnie w barkach. A teraz leży idealnie, bez problemu zapinam i wogóle super.
Dwie pary spodni, które kupowałam za czasów ok 72kg, w chwili obecnej - wyglądam w nich po prostu źle. Wisza na mnie, w udach mam ogrom luzu, przez dupę ściągnę bez problemu.
Getry ze skórą, które niedawno kupowałam - lecą mi z tyłka, są za duże w udach. A wcale się jakoś bardzo nie rozciągają. Wzięłam wtedy XL, bo był wyższy stan. Teraz by się przydało M albo L.
Kurtka elegancka, którą sobie kupiłam przed urodzinami na mnie wisi, owijam się paskiem wokół talii i chodzę.
W pracy w dniu wczorajszym przymierzałam żakiet, który od dawien dawna mi się podoba. Wcześniej nie zapinałam się w XL... wczoraj przymierzyłam L - za duży. Przymierzyłam M - leży idealnie.
Dzisiaj czeka mnie przymierzanie jeszcze kilku rzeczy sprzed pierwszej ciąży, które wczoraj przyniosłam z piwnicy. I już mi się gęba cieszy.
 

czwartek, 26 stycznia 2012

Grzesznie

Notka ekspresowa :)
Dzisiaj czerwienieje ze wstydu ale liczba i rodzaj posiłków nijak się mają do zasad :)
6:30 koktajl mleczny z bananem (ujdzie :)
10:00 smażona wątróbka z cebulką i ogórkiem konserwowym (grzech główny)
18:00 latte i 6 maleńkich ciasteczek amaretto
19:30 indyk, makaron gryczany, pieczarki i sałatka z kiełkami
Generalnie wszystko na opak. Ale takie dni też bywają.
Dzisiaj wstałam lewą nogą, i tak już do wieczora zostało.
Biegnę więc wypić dzbanek pu-ehr i przytulić się do męża.
A jutro znów będzie grzecznie i tak jak być powinno.
Na marginesie : jutro urlop, więc pudełkowego jedzenia nie będzie !

środa, 25 stycznia 2012

Skład podstawowy

Myślę czego w moim domu nigdy nie brakuje, oczywiście chodzi mi o rzeczy żywnościowe:
- płatki błyskawiczne owsiane/orkiszowe
- otręby owsiane
- mleko
- jogurty naturalne
- ser półtłusty
- drobiowa wędlina
- warzywa mrożone
- ciemny ryż
- ciemny makaron
- piersi z kurczaka/udka
- mrożone owoce
- sezam/siemię lniane/ziarna słonecznika
- pomidory w puszce
- jakieś pieczywo typu ryżowe/wasa (rzadko jadam, ale w razie czego)
- mąka pełnoziarnista
- kapusta kiszona/ogórki kiszone
- kasza gryczana/jaglana
- jajka
- oliwa z oliwek
- dużo przypraw
- tuńczyk w sosie własnym

Myślę czy o czymś nie zapomniałam... mam nadzieję, że nie!

To taki podstawowy zestaw, który w sumie zawsze jest. Do tego dochodzi kilka rzeczy, które kupuję najczęściej. Ale z tych powyższych zawsze skombinuję jakieś dobre posiłki, a reszta to dodatki.

Bento

Ponieważ mąż tymczasowo zajął się synkiem, mam parę chwil żeby conieco tutaj poklikać.
Dziś wpadłam na fb profilu Eko Dziecko na super artykuł o zdrowym śniadaniu dla naszych pociech w stylu slow food. W artykule jest mowa o Bento. A co to Bento? Z tej strony dowaiduję się iż "Tradycyjne Bento to ryż, ryba lub mięso i jedno (lub więcej) piklowane lub gotowane warzywo, wszystko zapakowane w nieduży pojemnik śniadaniowy" To tradycyjny japoński zestaw, który można łatwo urozmaicić w europejskim stylu. Wszystko estetycznie zapakowane w kolorowe pudełeczka.
Hasło spodobało mi się na tyle, że postanowiłam poszperać po sieci.
Polecam następujące linki :
Bento po polsku
Moje bento
Bentusie
i anglojęzyczne :
Lunch in a box  

Ślinka cieknie od samego patrzenia !
Koniecznie muszę poszukać takiego pudełka !
Pyszności :)
Basiu klikaj i oglądaj :)
Witam,
Mam nieco zaległości, spowodowanych imprezowym weekendem i ostrym początkiem tygodnia. U mnie po weekendowym szaleństwie weselnym powrót do 69.7 :) Uff ... Walczę o 68.i coś w niedzielę :) Może się uda ! Powracam też z pudełkowymi śniadaniami i regularnymi posiłkami i hektolitrami czerwonej herbaty. Mam wrażenie że na mnie dobrze działa. A może to efekt placebo :)
Dzisiaj mamy : z rana koktajl mleczny z mango, na drugie śniadanie : wędzony pstrąg, zielony ogórek i żółta papryka i 2 kromeczki chlebka chrupkiego, na przekąske do obiadu - sok wielowarzywny, na obiad - indyk na kropli oleju z warzywami na patelnie, na kolacje - kasza jaglana z kiwi :)
W weekend koniecznie zakupy, bo lodówka zaczyna świecić pustkami :)
Wczoraj zakupiłam naśladując Basię kubek termiczny - za całe 10 zł w Biedronce - i będa koktajle na wynos do pracy :)
No właśnie ostatnio często odwiedzam ten sklep, omijając jednak półkę z pieczywem (bo kiepskie mają) i wędlinami (wolę świeżo krojone, a nie foliowane).
W moim koszyku często lądują :
- owoce (ostatnio pyszne brazylijskie mango za 14 zł za kg - drogie ale najlepsze jakie jadłam)
- warzywa (słodkie pomidorki cherry, mix sałat i inne inkszości)
- ryby (wędzony pstrąg albo łosoś)
- mrożonki
- mięso (sznycle z indyka, albo kurczak)
- mozarella w kulkach i ser dojrzewający (doskonały dla męża do wina)
- wina (Carlo Rossi za ok. 17 zł :)))
- czerwona herbata Roiboos :)
- pyszne wafle ryżowe z bananem i kokosem
Unikam :
- jogurtów i kefirów 0%, gdyż są nafaszerowane chemia, w tym sztucznymi słodzikami
- chudego sera (wg mnie sama woda)
- nektarów owocowych (bo w ofercie są same nektary, a ja jestem jednak zwolenniczką soków)
- mleka 0,5 czy 1,5% (zauważyłam że szybciej kwaśnieje)
To z zakupów dla mnie, dla Jasia często kupuje mleko Nestle i pieluchy Dady (najlepsze wg mnie :) i chusteczki. Dla Janka - trochę nabiału i czasem gotowe mrożone danie, typu lasagne.
Generalnie jest świeżo i stosunkowo tanio, dlatego lista zakupów obejmuje również zakupy z Biedronki.

Trzymajcie więc kciuki za moje 68 w niedzielę :)
Postaram się wrzucić w tym tygodniu jakąś fotkę porównawczą.
Basia swoja powaliła mnie (i chyba nie tylko mnie) na kolana !
Pięknie.
U mnie zmiany widoczne na buzi (zdecydowanie mniejsze pucki), na brzuszku (mniej fałdek tłuszczu), w udach i ramionach (szczuplejsze) i w biuście (luźniejsze biustonosze) :))))
Dla mnie to wielki sukces - jeszcze tyle od ciąży nie ważyłam.
Brakuje jeszcze ok. 4,5 kg do wagi wyjściowej.
Kto wie, może tak mi się spodoba że pokuszę się o 63 kg :)
Zobaczymy :)
Narazie cel jeden : 65 kg !
Jakieś 4 tygodnie i będę się cieszyć swoją szczupłą sylwetką :)

wtorek, 24 stycznia 2012

Ledwo żywa...

Dzisiaj rano miałam problem by wstać do pracy, wczoraj wieczorem czułam się jakoś średnio i w momencie położenia głowy na poduszce - już spałam!
Pierwszego i drugiego budzika nawet nie słyszałam, przy trzecim obudził mnie Damiana. Kierunek ubikacja - ledwo doszłam. Co tu dużo mówić albo jelitówka, albo się strułam. Nie mam pewności. Do niedawna byłam przekonana, że to zatrucie, ale po rozmowie z mamą męża nie mam już tej pewności. Ona się męczyła od 2 w nocy. Nie istotne. Przespane pół dnia, albo i więcej, do pracy nie dotarłam, opcji takiej nie było. Problem miałam by przejść od łóżka naszego do stołu, a co dopiero do kuchni. Na domiar tego wszystkiego Łucja jak się obudziła to płacz bo gardełko ją boli, Julię pokasłuje od tygodnia, no to stwierdziłam, że trzeba do lekarza z nimi iść. Mąż na szczęście pracuje na popołudniu, załatwił wszystko. Łucja początek anginy, Julia z czymś na oskrzelach. A wrrrr. Damian bez możliwości wzięcia opieki, a mi lekarka nie pozwoliła przebywać z dzieciakami. Tak więc Julia nocuje dzisiaj i dzień spędzała u babci blok obok, a po Łucję przyjechał mój brat i zabrał ją do moich rodziców. Kochany braciszek wyniósł i śmieci, i wykupił lekarstwa, i zaniósł te od Julci babci blok obok.
Ja przespałam całe popołudnie, zaczęłam czuć się lepiej, przestało mnie gonić, ale znowu ustać na nogach nie potrafiłam. Teraz gdy już mogłam przemieszczać się po mieszkaniu robi mi się coraz to zimniej, i zimniej. Mierzę temperaturę i co? I 38,4 gorączki. Wrrr. Wypiłam gripex, zjadłam teraz ok 10 biszkoptów maczanych w ciepłym dziurawcu. Przez dzień wcisnęłam w siebie jedynie 5 okrąglaków ryżowych i 1 banana. Wzmocniłam się kostką gorzkiej czekolady, by cukier mi się podniósł, 3 kubeczki wody z sokiem malinowym i trochę herbaty. A i rano zjadłam kromkę chleba ciemnego z szynką, który od razu wrócił. Czyli z wczorajszych planów jedzeniowych dupa blada! Ja ledwo żywa. Więc zdrowia mi proszę życzyć, na pewno się przyda

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Bo jest mnie mniej...

76kg

I dla porównania zdjęcia z dzisiaj... nie mam niestety za dobrych zdjęć z wcześniejszego (grubszego) okresu. Jakoś wtedy nie pstrykaliśmy zdjęć, ja nie pstrykałam...

Tutaj zdjęcia z dzisiaj 68,7kg... 9cm mniej w biodrach, 5cm w udzie, 6-7cm z talii

Wtorek - co bym zjadła...

Poniedziałek minął ekspresowo, w pracy od rana roboty w cholerę, więc i czas minął podobnie. Co dzisiaj zjadłam dobrego? Dużo osób mnie pyta co jem, jak jem,  i jak to jest możliwe tyle jedząc tak ładnie chudnąć.

Poniedziałek:
1) 6:30 czysta jajecznica z 3 dużych jajek+ kromka ryżowego chleba (wieki nie jadłam czystej jajecznicy)
2) 9:30 dwie kromeczki wieloziarnistego chlebka z sałatą rzymską, połową makreli wędzonej, ogórkiem zielonym
3) ok 13 tortilla na ciepło z serkiem bieluchem, szynką co jakiś czas temu robiliśmy, sałatą lodową, pomidorkiem, polana keczupem
4) 15:30 granola z mlekiem
5) 18 roladki z szynki drobiowej - posmarowane serkiem bieluchem, z ogórkiem konserwowym w środku (sztuk 6)
6) ok 20 zjem 2 kromki wasy z szynką drobiową i cukinią

Plany na jutro:
1) ok 6:30 dwie kromeczki chleba wieloziarnistego z wędzonym pasztetem (dzisiaj sobie kupiłam mały kawałeczek - wieki nie jadłam a uwielbiam)
2) ok 9 sałatka z 2 dużych jaj, pomidora, sałaty lodowej, ogórka kiszonego
3) ok 12 pierś z kurczaka podsmażona na odrobinie oliwy z oliwek, drobno pokrojona, z wieloma przyprawami i do tego taka sama ilość warzyw z patelnii
4) ok 15 koktajl z malin, 1 łyżki siemienia lnianego, 1 łyżki otrąb owsianych, jogurtu naturalnego małego

Reszty posiłków jeszcze nie wiem, ale na pewno będzie coś z wędzonym łososiem... bo mam w domu, a też chwilę nie jadłam :)

niedziela, 22 stycznia 2012

W imprezowym nastroju ...

Chodzę dumna jak paw!
Dumna z Basi jestem !
I z siebie też - nieskromnie
Fajnie że mamy swoje wsparcie i że waga spada
U mnie co prawda wczorajsze wesele nie obyło się bez grzeszków
A ciasto domowe ... jakie pyszne !
Ale było też trochę hulanek :)
Dzisiaj od rana brzuszek na tyle pełny że zmieścił się tylko koktajl mleczny z mango i bananem
Staram się w odchudzaniu unikać bananów, ale dzisiaj nie mogłam sobie odmówić
Takie energetyczny i przepyszny posiłek
Zaraz zbieramy się na poprawiny,
postaram się dzisiaj omijać szerokim łukiem patery z ciastem
i zamienić je na owoce
Kontrolnie weszłam na wagę ... i co ?
I sporo bo aż 70,7, ale mam nadzieję że wrócę od jutra już wszystko się ustabilizuje
Poza tym wypiłam na imprezie ponad 2,5 litra wody, herbaty i soku grejfutowego
więc pewnie też stąd ta zwyżka wagi
W bojowym nastroju wracam do walki o cel !

P.S. Wiecie co ostatnio spożywamy z mężem w ogromnych ilościach na kolacje?
A .... kapustę kiszoną z jabłuszkiem i marchewką - bomba witaminowa i surówka piękności w jednym :)
I do tego tak bardzo niskokaloryczna :)
Kto by pomyślał parę lat temu że zacznę jeść "sezonowo" wykorzystując to co w danym okresie jest najlepsze.

Zaskoczenie 68,7kg :)

Przyznam szczerze, że jestem zaskoczona. Byłam przekonana, że w tym tygodniu waga albo się utrzyma, albo spadnie naprawdę naprawdę niewiele. A tutaj takie zaskoczenie. Miałam wrażenie, że stoję w miejscu, że nic się nie dzieje. A tutaj 1,1kg mniej. Za mną już ponad 7kg!
Gdy Kaja wczoraj mi pisała, że pewnie już 68 z hakiem będzie to napisałam jej, że na pewno nie... a tutaj psikus - dobry psikus i na wadze dzisiaj wyskoczyło

sobota, 21 stycznia 2012

Tadadam

Ponieważ o 13 znikam na dwudniowe góralskie wesele
To ważenie komisyjne odbylo się rano
Wynik ... Fantastyczny !
Przeszedł moje najśmielsze oczekiwania
Zupełnie niespodziewany !
1,3 kg w dół
czyli 69,5 !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Tyle jeszcze po ciąży z Jasiem nie było :)
Teraz trudne 2 dni ... postaram się nie najadać do syta i unikać tłustego, słodkiego i smażonego
Ale w końcu to wesele, więc głodzić się nie zamierzam !
Wypije i za wasze zdrówko !
I ciekawa jestem jak tam jutro ważenie Basi!

czwartek, 19 stycznia 2012

Pierwsze pochwały

Dziś mój prawie płaski brzuch
spotkał się z pierwszymi pochwałami osób trzecich :)
I bardzo miło i przyjemnie było
tak nasłuchać się komplementów
Tak ... jestem łasa na miłe słowa pod moim adresem
Ot troszkę próżności
Po miesiącach zamknięcia w twardej skorupie
Otwieram się na świat, na ludzi
Inna ja ! :)

6 tygodni...

6 tygodni kiedy podjęłam walkę, 6 tygodni kiedy obudziłam się rano i stwierdziłam, że tak, to jest ten dzień, to będzie ten czas, teraz się uda. Musi się udać, innej opcji nie ma! Obudziłam się i poczułam, że może akurat tym razem, może teraz... rewelacja! I trwam, dobrze mi z tym, nauczyłam się jeść. Jeść, jeść, jeść.

Koleżanka z pracy nadziwić się nie może, że jedząc tak dużo, pożywnie i smacznie można jeszcze przy okazji chudnąć. Ona zjada co najmniej połowę mniej ode mnie, śmiała się nawet ostatnio, że to co ja jem w ciągu jednego dnia, ona zjada przez dwa dni. I coś w tym jest. Podstawą chudnięcia jest jedzenie... o czym pisałam już nie raz. Tak więc w planach na jutro:

1) 6:30 koktajl banan-kiwi
2) ok 9 tortilla pełnoziarnista posmarowana bieluchem, na to plastry sałaty lodowej oraz szynka drobiowa i ogórek konserwowy w kostkę, polane keczupem
3) ok 12 obiad - warzywa na patelnię z ziemniakami w ziołach
4) ok 14:30 -15 podwieczorek - mleczna kanapka z przepisu Dukana (no prawie, że zamiast słodziku dałam syrop z agawy)
5) ok 17:30 kolacja - maca czosnkowa z warzywami i jajem :)
6) ok 20 - mus buraczany

środa, 18 stycznia 2012

Plany na jutro

Siedzę i myślę co jutro zjem w pracy, co jutro zjem w domu i ogólnie jak rozplanuje posiłki. Przed chwilą spałaszowałam płatki z mlekiem, na które przyszła mi ogromna ochota, potrzebowałam się docukrzyć ;)

Na jutro najprawdopodobniej będę miała:
1) śniadanie w domu ok 6.30: jajecznica z szyneczką
2) śniadanie w pracy ok 9: chleb graham + bieluch + sałata lodowa + pomidor
3) obiad w pracy: zupa z dnia dzisiejszego
4) biały ser zmiksowany z truskawkami i siemieniem lnianym (+ syrop z agawy) z pieczywem chrupkim
5) chyba zrobię jakąś sałatkę
6) sok wielowarzywny

Desery

W ramach powrotów do Dunkana
Oczywiście nie w calości, ale wyrywkowo :)
Postanowiłam poszukać przepisów na desery, które postaram się wykorzystać w przyszłości
Niedalekiej przyszłości
Może komuś z Was sie przydadzą

I. Mleczna kanapka

Skład
- 2 łyżki zmielonych otrębów(najlepiej jedna owsianych a druga pszennych lub żytnich)
- 1 jajko
- łyżeczka proszku do pieczenia
- naturalny serek homogenizowany (lub gęsty jogurt typu greckiego)
- słodzik ( najlepiej w proszku, ja po prostu rozcieram tabletki w małym mozdzierzu )
-dwie łyżeczki kakao odtłuszczonego

Bułeczka: Do małej miseczki wbijamy jajko, wsypujemy 2 łyżki zmielonych otrebów( ja miele w młynku do kawy, ale podobno z całymi też wychodzi, nie sprawdzałam), łyżeczkę proszku do pieczenia, słodzik i czubatą łyżkę serka oraz kakao. Dokładnie mieszamy do uzyskania jednolitej konsytsencji( nie będzie bardzo gęste).
W tej samej miseczce wkładamy do mikrofali na 4 min,( Najlepiej wylać masę do jakiejś podłużnej sporej formy, aby nie było wysokie i łatwiej się kroiło na cienkie plastry.)

Masa
naturalny serek homogenizowany, słodzik i kropla aromatu śmietankowego, do  tego dodajemy 2 łyżeczki żelatyny rozpuszczone w odrobinie mleka, mieszamy. Jak masa trochę zgęstnieje wykładamy na : "ciastka". Wkładamy gotowe do lodówki, Ja robiłam je wieczorem , zjadłam rano , polecam po całej nocy w lodówce pysznee:)
Oczywiście kanapka  będzie również pyszna jak zrobicie po prostu bułkę i przełożycie masą, nie zawsze jest czas, żeby się tak bawić, ja chciałam zrobić je po prostu jak najbardziej podobne do ideału :)


Uwaga z jednej porcji ( tylko 2 łyżki otrębów )wychodzą aż 4 takie nieduże kanapki, więc mamy radość na cały dzień.

II. Bułeczka piernikowa

Do otrębowej bułeczki (przepis powyżej) wystarczy dodać łyżkę przyprawy do piernika i opcjonalnie szczyptę cynamonu. Bułeczkę przekroić na 3 części i przełożyć ją odpowiednio doprawionym naturalnym serkiem homogenizowanym. Posypać otrębami.

III. Kakaowe ciasto piankowe

Składniki na blachę (20 x 23 cm)
- 200 ml gestego jogurtu naturalnego
- 4 łyżki słodziku
- 3 jajka
- 2 łyżki mazeiny
- 100 ml mleka
- 1 łyżka kakao
-  ulubiony zapach

Białka ubić na sztywno, a żółtko do białości. Do żółtek dodać słodzik, mleko, jogurt, mazeinę, kakao. Wymieszać delikatnie. Dodać do rzadkiej masy białka i zapach. Delikatnie połączyć. Wlać do formy wyłożonej papierem. Piec w 180 stopniach, w kąpieli wodnej ok 30 minut.
Podawać wystudzone.

IV. Trufle

Składniki :
- po 3 łyżki otrębów owsianych i pszennych,
- 1/2 szklanki mleka
- 1 łyżka kakao
- słodzik
- ulubiony aromat

Mleko wymieszać z kakao i aromatem, podgrzać (nie zagotować !). Dodać otręby i słodzik, cały czas mieszając aż otręby napęcznieją i zrobi się miekka i elastyczna masa. Zdjąć z ognia. Formować trufelki. Wstawić na noc do lodówki.

Przepisy zaczerpnięte ze stron :
http://www.dietetyczneobzarstwo.blox.pl/
http://www.dukan.blox.pl/

wtorek, 17 stycznia 2012

Te dni ...

U mnie dziś dzień babski
Ten jedyny bo pierwszy
Samopoczucie średnie
Apetyt do obiadu wilczy, po obiedzie zerowy
Ponieważ dopadło mnie koło południa spore ssanie w żołądku
dlatego zamówiłam obiad na wynos
I jeśli się dobrze poszuka to może być smacznie, tanio i zdrowo
Był kurczak z grilla z ziołami, surówki (bez majonezu) i kasza gryczana (zamieniłam z ziemniakami)
Całe 13 zł i syty, zdrowy obiad z dowozem do pracy :)
Przed chwilą wypiłam szklankę domowej roboty soku marchwiowo-jabłkowego
I przegryzłam waflem ryżowym
I to na dziś tyle.
A na jutro?
Śniadanie : może serek homogenizowany 0% z truskawkami i otrębami
II śniadanie : wędzony pstrąg, kawałki papryki i 2-3 kromeczki chrupkiego pieczywa
Obiad : coś jajecznego
Podwieczorek : może znów się uda z sokiem :)
Kolacja : może serek wiejski, który miał być dzisiaj

Póki co jak na te dni przystało
czuje się nadmuchana jak balon
kilka dni i minie
:)

Szybko i na temat

Szykuję obiad na jutro, cieszę się kolejnymi mini radościami... Dzisiaj ubrałam kamizelkę z dawnych czasów, w której dawno nie chodziłam... i co? I leży idealnie, a nawet i nie. Jest luźniejsza, jest trochę za duża, ale to cieszy cholernie! Jeszcze 1,5 miesiąca temu wyglądałam w niej tragicznie, owszem zapięłam się, ale wyglądałam jak świnka w bandażach mocno zawiązanych.

Na obiad jutro będzie zupka warzywna, tematem przewodnim jest zielona fasolka szparagowa i papryka czerwona, na ostro, z ciemnym ryżem. Oczywiście zabiorę ją w pojemniczku do pracy.
Na śniadanie w domku będę jadła jajecznice, jeszcze nie wiem z czym, ale wieki jajecznicy nie jadłam i mam ochotę.
Do pracy przyszykowałam chudy biały ser, z truskawkami i syropem z agawy.
No i mam też naszykowaną sałatkę: makaron graham + papryka + ogórek konserwowy + słonecznik.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Małymi kroczkami ...

Witam,
U mnie dziś dzień roboczy.
Bardzo.
Od 5 do 18 na pełnych obrotach, w trasie, w biegu, w śniegu :)
Więc notka będzie krótka bo jeszcze trzeba męża pogłaskać na dobranoc i zapakować prowiant na jutro.
Basia napisała o swoich małych celach, które wytyczają kierunek do tego jednego - głównego.
Więc i u mnie się nie obejdzie :
1. 6 z przodu - jeśli dobrze pójdzie to kto wie, może za tydzień, albo za dwa (ewentualnie)
2. 68 - tyle ile ważyłam jak zachodziłam w ciąże z Jasiem
3. 65 - moja waga z wesela - optymalna :)
Zostało więc 5,8 kg :)
Jestem prawie na półmetku :-)
Cele cząstkowe są ważne bo motywują do dalszej walki.

P.S.
Dzisiaj w menu było :
7:00 kefir z wiśniami i lnem mielonym + kawa Inka z korzenną nutą
10:00 ryż brązowy, tuńczyk w sosie własnym i ogórek kiszony
15:00 sok wielowarzywny
18:00 makaron gryczany z sosem pomidorowym i kawałkami cukinii i pieczarek

Niestety za mało płynów (co nadrabiam na wieczór) i troszkę źle rozplanowana pora posiłków, ale niestety nie dało się inaczej. Przynajmniej są ich 4 cztery , a nie jak przed wprowadzeniem zasad dwa.
Jutro spokojniejszy dzień, w połowie biurowy, więc ;
I śniadanie - makaron gryczany (z dzisiejszego obiadu) z kefirem truskawkowym
II śniadanie - kanapki z chleba chrupkiego z paprykarzem warzywnym i kaszą jaglaną
obiad - jajko sadzone, sałatka ze szpinaku, ziemniaczek (bo wieki nie jadłam ziemniaczków)
podwieczorek - kiwi lub gruszka
kolacja - serek ziarnisty ze szczypiorkiem i papryką
Tadam ! :)

Najważniejsze w odchudzaniu


Ktoś zapyta co jest najważniejsze w odchudzaniu? Moja odpowiedź
jest prosta.
1. Aby schudnąć trzeba jeść, jeść, jeść. Jeść dużo, konkretnie,
treściwie.
2. Nie można omijać posiłków - żadnego!
3. Gdy zgrzeszysz nie katuj się i następnego dnia nie rób głodówki,
ani ograniczenia większego kalorii, bo to nie pomaga, a jedynie
szkodzi.
4. Nie rezygnuj z kolacji, nie wmawiaj sobie, że kolację najpóźniej
możesz zjeść o 18 i od tego momentu ani kęsa więcej - bez sens!
5. Nie wykluczaj z diety makaronów, ryży, chleba czy ziemniaków. Bo
niby po co? Nie trzeba tego jeść codziennie, pieczywo zamień na
pełnoziarniste, tak samo makarony, ryż na ciemny, pokochaj kasze, a
ziemniaki to nie jest zło. Ciężkie, tluste sosy i omasty - to dopiero
jest zło!
6. Pamiętaj by nie pić w trakcie jedzenia, na pół godziny przed i po
jedzeniu. Napoje (herbata, woda, soki itd) powodują rozrzedzenie soków
trawiennych, a to oznacza że trawienie nasze jest o wiele gorsze.
7. Unikaj napojów gazowanych, soków z kartonów, wód smakowych.
Najlepsze do picia: woda źródlana, świeże soki owocowe i warzywne,
herbaty ziołowe, zielone, czerwone, owocowe, roibos.
8. Nie podejmuj różnych diet. Każda dieta coś wyklucza, każda każe z czegoś zrezygnować, każda narzuca jakieś konkretne produkty, za którymi często nie przepadamy po prostu. Po co się męczyć, po co katować. Stwórz dietę idealną dla siebie, wg swoich potrzeb, swojego organizmu.
9. Poznawaj nowe smaki, baw się nimi. Skosztuj produkty, których nigdy nie jadłeś.
10. Umiejętnie zestawiaj swoje posiłki, staraj się do każdego posiłku dokoptować warzywa, albo jakiś owoc.
11. Pamiętaj o ruchu, nawet jeśli nie ćwiczyć, nie lubisz, nie chcesz – w ruchu możesz być mimo wszystko. Zamiast jechać windą na 2 czy 3 piętro, wejdź po schodach. Zamiast z 8 piętra zjeżdżać windą zbiegnij na dół. Zamiast samochodem jechać osiedle dalej, przespaceruj się tam itd.
12. Uważaj na produkty 0% tłuszczu i light. Często nadrabiają innymi paściami, cukry, kalorie itd.
13. Staraj się unikać słodyczy, które najbardziej kuszą. Wskazana jednak od czasu do czasu jest gorzka czekolada, która ma wiele wartości. Nawet w jakiejś gazecie czytałam, że dobrze jest zjeść dziennie kostkę gorzkiej czekolady na godzinę przed obiadem. Gdy przychodzi Cię ochota na słodycze, postaraj się je jeść rano, a nie na noc czy wieczorem. Dobrze jest popatrzeć w sieci za odchudzonym przepisem np na ciasto czy ciastka.

I mam w sumie jeszcze trochę tego, trochę swoich przemyśleń, rad... ale to może następnym razem :)

Najbliższe cele...

Kolejne cele do osiągnięcia... 6 z przodu już jest, więc w sumie ten jeden ogromny cel zaliczony. Teraz ładnie tą cyfre utrzymać, nie pozwolić by 7 wróciło.
Najbliższe cele:
- 67,4kg na wadze - czyli bliżej do 65, a dalej od 70...
- 65,9kg - przekroczenie granicy najniższej wagi po ciąży z Łucją (wtedy doszłam do 66kg)
- 64,9kg - bliżej 60, dalej od 70...
- 62,4kg - bliżej 60, dalej od 65...
- 60,9kg - najniższa waga od ho ho ho. Najmniej - przed ciąża z Łucją miałam 61kg)
A potem to już utrzymanie wagi...
Tak więc ostatnia prosta przede mną!

Spadające, zwisające...

Radość moja jest nie mała dnia dzisiejszego. Szukałam swoich ukochanych jeansów, tych sprzed ciąży z Łucją, szukałam, ale nie znalazłam - podejrzewam, że są w piwnicy. Ale to żaden problem. Znalazłam za to spodnie z mojej matury, eleganckie, do kompletu z żakietem... z okresu kiedy ważyłam mniej więcej 62-63kg... i co? I zmieściłam się w nie, są wprawdzie bardzo obcisłe, za to plusów jest kilka. Nie wylewa mi się nic - co oznacza, że brzuch bardzo bardzo dużo mi spadł. Mogłabym już w nich chodzić, ale myślę, że jeszcze 2-3kg i będą super... tak samo żakiet leży bardzo dobrze i pierwszy raz od nie pamiętam kiedy nie muszę w nim chodzić rozpięta :) Rewelacja!

Z radości tym podobnych... ubrałam dzisiaj niskie spodnie, które kupowałam w okresie 71,5kg... najniższej wagi po ciąży z Julcią. I są za duże, wisza mi na udach, luźne bardzo w pasie, a jeszcze niedawno - 8 grudnia zapinałam się w nie, ale wyglądałam jak baleron.

Płaszcz kupiony okazyjnie w firmie jakoś 2 miesiące temu, który ledwo dopinałam i w sumie średnio wyglądałam... dopina się idealnie, wyglądam bardzo dobrze.

No i nowa bielizna zakupiona u Nas w sklepie w piątek zaskoczyła mnie nie tylko tym jak się prezentuje... nie miałam nigdy biustonosza typu kopa - w której biust prezentuje się mega. A w dodatku jeszcze gdy zobaczyłam się w komplecie szorty + własnie ten stanik kopa - stwierdziłam, że wyglądam bardzo bardzo dobrze... w porównaniu do tego jak ostatnio się prezentowałam. Radość nie mała!

niedziela, 15 stycznia 2012

70,8

Czyli kilogram mniej jak tydzień temu :)
Jak dla mnie rewelacja
Jeszcze tylko 0,8 kg i jesteśmy przy 69
Cieszę się bardzo :)
Coraz bliżej nam do wyznaczonych celów
:)

sobota, 14 stycznia 2012

Meldunek

Witam,
U mnie ważenie jutro. Jestem bardzo dumna i szczęśliwa że Basi udało się przekroczyć magiczną granicę z 6 z przodu. Ja marzę o 70 z haczykiem :) Tym bardziej że jutro albo pojutrze "te kobiece dni" i czuję się opuchnięta i przez to cięższa. Dlatego to będzie duży sukces :)
Wczoraj u znajomych obiad z deserem, a dzisiaj lżejsze posiłki, zagoniony dzień i dużo aktywności fizycznej przy odśnieżaniu podwórka. Wiecie że w Zakopanem ponad metr śniegu? I sypie dalej :) Więc z rana pewnie powtórka z rozrywki z łopatą :) Na pewno wyjdzie na zdrowie i odciążę przy okazji męża od codziennych obowiązków.
Jeśli chodzi o dzisiejsze posiłki to miało być mało i skromnie ... i dobrze że Basia nakłoniła mnie do zjedzenia większej ilości posiłków. W ramach zbliżających się kobiecych dni skonsumowałam 5 biszkopcików. Tak niestety mam że kiedy te dni mają nadejść ciągnie mnie do słodkości. Za to na kolacje w ramach słodkości był koktajl z kiwi i lnem mielonym i 2 kubeczki czerwonej herbaty :)
Jutro niedziela ... na obiad kurczak z nutką imbirowo-limonkową i brązowy ryż :)
A na śniadanie chyba szpinakowa sałatka z żurawiną i pestkami dyni :)
Zobaczymy na co pojawi się ochota.
Uciekam więc, rano zamelduje posłusznie pomiar wagi :)
Trzymajcie kciuki !

69,8kg

Jest jest jest :)
- pół kg mniej od ostatniego ważenia
- 6 z przodu na wadze
- 99cm w biodrach (poniżej 100 nie miałam oooo i jeszcze trochę)
- całkiem fajny wygląd w bieliźnie (nowej bieliźnie, obkupiłam się na wyprzedaży u Nas w sklepie)
- najniższa waga po ciąży z Julią

I kilka kolejnych celów po drodze... w tym jeden z większych, zejść poniżej 66kg (najniższej wagi po ciąży z Łucją)

piątek, 13 stycznia 2012

Weekend oj weekend!

To będzie dobry weekend, to będzie bardzo dobry weekend, tak samo jak dzisiejszy dzień z rana zapowiedziałam jako dobry i taki właśnie był. Grunt to pozytywne nastawienie - a jak!

Przede mną miły wieczór z mężem.

Dzisiaj zrobiliśmy zakupy, a nasza lodówka i szafka wzbogaciła się o takie produkty jak:
- maca czosnkowa
- serki wiejskie
- bielucha
- mrożone maliny
- mozarellę
- fetę
- soczewicę
- cieciorkę w puszce
- olej sezamowy
- sos chili cytrynowy
- syrop z agawy
- szynkę wieprzową - właśnie marynujemy, będziemy robić swoją szyneczkę do chleba.
Resztę produktów na ten tydzień raczej mam, bo i jeszcze są pomidory, papryka, cukinia, tuńczyk, ciemny makaron, kasza jaglana, kasza jęczmienna, ciemna mąka, otręby owsiane, otręby granulowane z czarną porzeczką, szpinak mrożony, warzywa na patelnię, drób... mamy wszystko :)

A jutro się ważę... miała być niedziela, ale w niedzielę ok 2-3 w nocy będziemy wyjeżdżać do Warszawy, więc z ważenia nici. Miałam więc do wyboru sobotę albo poniedziałek. A że ciekawska jestem czy 6 już z przodu, tak więc ważę się jutro :)

Zasady

Od kiedy postanowiłam razem z Basią wrócić do dawnej wagi sprzed ciąży staram się bardziej uważnie komponować posiłki. Kieruje się wówczas kilkoma zasadami :
1. Wszelkie składniki bogate w błonnik (ryż brażowy, pełnoziarnisty makaron, ciemne i chrupkie pieczywo, otręby, płatki i kasze) staram się łączyć z dużą ilością wody. Taki posiłek powoduje efekt "napęcznienia w żołądku". I powoduje wydłużenie przerwy między poszczególnymi posiłkami.
2. Makaron łączę głównie z warzywami i kroplą oliwy z oliwek, bowiem w tłuszczu rozpuszają sie niektóre witaminy. Staram się nie wrzucać już sera czy mięsa. To chyba moje pozostałości z diety Montignaca - zasada niełączenia węglowodanów z tłuszczami.
3. Połączenie zbożowych produktów z suszonymi owocami, powodujące dostarczenie odpowiedniej ilości białka i żelaza.
4. Unikam : kombinacji ser + mięso, zbyt ciężkiej i tłustej jak dla mnie. Ewentualnie jeśli już to mięso jest grillowane albo gotowane, a ser w niewielkich ilościach.
5. Na talerzu staram się wrzucić minimum 50%warzyw, 30% produktów pełnoziarnistych, 15% produktów białkowych (nabiał, warzywa strączkowe) i pozostałe to dodatki
6. Produkty niezdrowe i tuczące zastępuję zdrowszymi zamiennikami :
  • mąkę pszenną - maką orkiszową albo razową (koniecznie typ 1000),
  • słodkie płatki i muesli - płatkami orkiszowymi, owsianymi, kaszami : jaglaną i orkiszową,
  • białe pieczywo - chrupkim i ciemnym pełnoziarnistym pieczywem,
  • napoje gazowane i kartonikowe soki owocowe - wodą niegazowaną, świeżo wyciśniętymi sokami, herbatkami ziołowymi
  • cukier - miodem,
  • słodycze - koktajlem białkowym, kawałkiem gorzkiej czekolady, suszonymi owocami, orzechami
  • tłusty nabiał - chudszą wersją
  • masło, margaryny - oliwą z oliwek
  • kawę - zbożowym Anatolem albo Inką
  • orzeszki, czipsy, paluszki - waflami ryżowymi, orzeszami sojowymi, orzechami i czipsami owocowymi

Zakalec

No więc i mi i Basi wyszedł zakalec
Na dodatek u mnie gorzki - bo zamiast mąki pszennej dodałam owsianą, co nie było najlepszym pomysłem
Wczoraj wieczorem w ramach późnej kolacji zaliczyłam parę kawałków pizzy z rukolą i pomidorami na bardzo cienkim cieście. I herbatę zimową z miodem i pomarańczą.
Ale sytuacja tego wymagała :)
Rano za to wstałam z pełnym brzuchem :)
O 9 tortilla pełnoziarnista z pasztetem warzywnym i sałatką z rukolą i prazonymi pestkami dyni :)
A koło 12 będzie jaglanka z mandarynkami a potem obiad u znajomych.
Więc stąd ta mała ilość posiłków do obiadu.
W lodówce czeka tarta cytrynowa.
Myślę że mały kawałeczek domowego ciasta mi nie zaszkodzi :)
Napewno też nie pomoże :)
Ale od czasu do czasu można zjeść też coś niekoniecznie dietetycznego, byleby w rozsądnej ilości i koniecznie jak dla mnie popijanej dużą ilością wody niegazowanej.
Taka oto recepta na odrobinę szczęścia :)

czwartek, 12 stycznia 2012

Szybka notka!

Na nogach, cały czas na nogach, no dobra nie licząc czasu w pracy, kiedy to najczęściej płaszczę dupę przed komputerem, no chyba, że to czas wypadu na zakupy, więc wtedy ciągle w ruchu i na nogach, i jeszcze dochodzą emocje zakupowe, a raczej szał zakupów, więc to już wogóle. Ale gdy tylko wyjdę z pracy przeważnie siadam dopiero późniejszym wieczorem.

Chciałam dzisiaj zrobić chlebek czosnkowy, z przepisu co ostatnio podawałam tutaj... i dupa i nie wyszedł, i nie wiem czemu. Kaja zasugerowała, że z drożdżami coś nie tak, ano może, sama nie wiem. Zrobię drugą próbę, kolejne podejście i wtedy zobaczymy, pomyślimy. Ale to już nie dzisiaj. Wczoraj przyszykowany obiad - rewelacja! Polecam każdemu, wyszedł bajecznie. Powtórzę go na pewno nie raz.

Jutro natomiast będę jadła:
1) ok 6:30 kasza jaglana na ciepło z truskawkami i kokosem
2) ok 9 bułka grahamka z warzywami i chudą szyneczką
3) ok 12 obiad: kasza jaglana + zielona fasolka szparagowa ze świeżym koperkiem + morszczuk w sosie pomidorowo-marchewkowym posypany sezamem
4) ok 15 koktajl  kiwi
5) ok 17 prawdopodobnie ciemny ryż z jabłkami, cynamonem i jogurtem naturalnym
6) ok 20 - tradycyjnie jeszcze nie wiem, ale w chwili obecnej mam ochotę na jakąś sałatkę z jajkiem, coś w stylu jajka z rukolą i szynką szwarcwaldzką (jeden z ostatnich przepisów na blogu kulinarnym)

Ps. Kaja dziękuje za  poprzednią notkę, chciałam skomentować, ale jakiś problem był i się nie dało

Dla Basi S.

Zdradzę Wam w wielkiej tajemnicy że nie mogę doczekać się ważenia niedzielnego
Co prawda nie udało mi się wytrwać 5 dni bez ważenia, ale kontrolne ważenie wczoraj podniosło mnie na duchu :)
W tajemnicy zdradze tylko że wracam do formy :)
Jak dobrze pójdzie przekroczę magiczną granicę 70,3 kg - czyli najmniejszej wagi po porodzie Jasia.
A potem już blisko to 6 z przodu.

Zapewne zapytacie jak to robimy  z Basią?
Basia jest uparta w dążeniu do celu (o czym świadczy ta ogromna ilość kg stracona po porodzie Julki i dalsze dążenie do doskonałości :)))), a ja - ja jestem zwierze stadne. Uwielbiam robić prawie wszystko - ale najbardziej uwielbiam robić wszystko w grupie :) No może nie wszystko :))))))))))))))))))))))))))))))))
Spotkanie wirtualne z Basią, założenie tego bloga i codzienne wspieranie to najlepsze co mogło mnie spotkać.
I Kochana Basiu, wiem że bez Ciebie by się nie udało.
Byłaby to tylko kolejna walka z wiatrakami, rezygnacja z dążenia do wyznaczonego celu, naprzemiennie : smutek i euforia.
Przede wszystkim Basia pozwoliła mi uwierzyć w to że jedząć sporo (!) ale rozważnie można wracać do formy.
Że powrót wcale nie oznacza wielkich wyrzeczeń, że jest tyle smaków do odkrycia, że monotonia w komponowaniu posiłków to najgorsze co nam może się zdarzyć ( w moim przypadku urozmaicałam tę monotonię słodkościami). A przede wszystkim że mam prawo do kryzysu, że może zdarzyć się gorszy dzień, ale wcale nie trzeba sie poddawać (a tak zawsze robiłam). Że trzeba dalej walczyć o siebie, o lepszą sylwetkę, lepsze samopoczucie.
Miałam przecież 2 słabsze dni, ale już jest dobrze. Było, minęło i trzeba dalej robić swoje :)
Więc jeśli macie problem z motywacją to proponuje rozglądnać się uważnie dookoła i poszukać grupy wsparcia w postaci przyjaciółki, męża, mamy :) Może komuś dzięki Wam się uda.
Ja wygrywam z Basią lepszą sylwetkę i dużo lepsze samopoczucie !!!
I Dziekuję że Cię mam :)

Nadrobienie zaległości

Wczorajsza notka ekspresowa, ze względu na ograniczoną ilość czasu i tęsknotę za rozgrzanymi stopami męża pod kołdrą :)
Dzisiaj luźniej w pracy, więc mogę co nieco skrobnąć, a właściwie wyklikać :)
Dzisiaj dzień głoda ... O 6 zjadlam płatki pełnoziarniste z lnem prażonym i suszonymi morelami polane serkiem homo, i o 9 już byłam głodna, więc spałaszowałam tortille pełnoziarnistą z pasztetem warzywnym z cieciorką i wędzonym łososiem, do tego pół pojemnika sałatki warzywnej z mieszanki sałat i ogórka.
Droga połowa i mandarynka i gruszka zostają na później.
Obiad będzie z zamrażarki - ekspresowy, bo dzisiaj nic nie przygotowałam : pierogi szpinakowe.
A na kolacje może makaron razowy z sosem z kiwi :)
W każdym razie dzisiaj jest dzień ssania w żołądku, i dlatego w razie kryzysu zapełnię go owocami :)
Jutro również bez planowania obiadu - idziemy na proszony obiad na 16:30.
Więc rano i w południe będzie lekko i warzywnie :)
Może koło 13 zjem coś na ciepło żeby do 16:30 przetrzymać.
Mam ochotę na zupę. Tylko z zupami zawsze mam problem, bo mam tendencję do gotowania dużych ilości, które potem się marnują. Ciężko mi ugotować coś na 1-2 porcje, od razu wychodzi gar dla całego garnizonu wojskowego :)
Wieczorem zaplanuje posiłki na jutro.
Napewno będzie rukola i świeży szpinak bo zalegają w lodówce.
Menu na jutro później :)

środa, 11 stycznia 2012

Planowanie & przygotowywanie

Niedawno wyszli znajomi
Na jutro nic nie przygotowane w kwestii żywieniowej :)
Więc na obiad będzie pewnie na szybko tortilla ;-)
A na śniadanie ... płatki z mlekiem i owocami
A na drugie : pieczywo z pasztetem z cieciorką i może jajko ugotowane
Nie lubię takich wieczorów
Powoli przestawiłam się na planowanie i przygotowywanie
:)

wtorek, 10 stycznia 2012

Plany na dzień jutrzejszy - Basia!

Co w planach na dzień jutrzejszy? Przemyślałam wszystko dokładnie...

1) Pierwszy posiłek w domu przed wyjściem do pracy - ok 6.30
koktajl o smaku kiwi (tutaj dla niewtajemniczonych należy pamiętać, że taki koktajl pijemy od razu po przygotowaniu, bo inaczej w 5 minut koktajl robi się gorzki)

2) Śniadanko w pracy - ok 9
królewskie śniadanie z moim chlebkiem w roli głównej (3 kromeczki)
a na nie: sałata lodowa, szynka drobiowa królewska, kiełki rzodkiewek, pomidor

3) Obiad mniej więcej godz 12
Zupa pomidorowo-koperkowa - została mi z dzisiejszego dnia jeszcze

4) Podwieczorek - ok 15
słodki podwieczorek... trzeba się czasem dosłodzić - Granola z mlekiem!

5) Wczesna kolacja ok 17:30
tutaj pewności nie mam, ale w chwili obecnej zjadłabym kaszę jaglaną z truskawkami albo z sosem kokosowo-kiwiowym

6) jeszcze nie wiem...

No i do pracy zabieram soczek grejfrutowy :) Dzisiaj wyciskany :)

Kulinarnie

Kaja kochanie, Basia jest, Basia tworzy. Robiłam wpis na blogu kulinarnym :) Odpisywałam na maile i rozkoszowałam się smakiem świeżego chlebka. Czy jak Ci napiszę, że jest przepyszny to Cię przekonam do zrobienia go? Uwielbiam go za to, że się go robi ekspresowo, nie brudzi się przy nim rączek, nie trzeba wyrabiać i daje wiele możliwości :) Polecam wszystkim serdecznie



4 łyżki płatków błyskawicznych orkiszowych
1/2 litra ciepłej wody (nie gorącej)
3 szklanki mąki pełnoziarnistej Lubella
1/4 kostki drożdży (czyli 25g)
1/2 łyżeczki cukru
2 łyżeczki soli
2 łyżki łuskanego słonecznika
2 łyżki siemienia lnianego
5 pomidorków suszonych OLE
1/2 łyżeczki ziół prowansalskich

Płatki zalewamy wodą, wkruszamy drożdże ,dodajemy sól i cukier - przemieszać to łyżką i odstawić. Mniej więcej na 15 minut, do czasu aż płatki wypłyną na wierzch.
Dodajemy mąkę oraz część ziaren (3/4 mniej więcej - reszta będzie nam na podsypanie formy oraz posypanie z wierzchu chleba).  Dodajemy pokrojone w kosteczkę pomidory suszone. Mieszamy, nie wyrabiamy.Tak by tylko połączyć składniki. Przekładamy do formy keksowej, wysmarowanej uprzednio masłem/margaryną. Ja obsypałam ją jeszcze ziarenkami lnu i słonecznika.
Ciasto wygładzamy dłonią zmoczoną w mleku, posypujemy ziarnami.
1 godzina - 180 stopni (ja na ostatnie 10 minut podkręciłam na 200 stopni)



Chlebek ten robi się bardzo szybko, nie trzeba wyrabiać, nie trzeba brudzić sobie rąk, jest smaczny, i jeszcze nie zdarzyło mi się by nie wyszedł. Jednym słowem: rewelacja.
Można zrobić go czysty, można kombinować z różnymi dodatkami. Niebawem zrobię wersję cebulową, a innym razem czosnkową. Warto spróbować.
Tak samo można kombinować z różnymi mąkami, z różnymi rodzajami płatków...
Polecam!

Poza tym dzisiaj zrealizowałam w 100% swój plan żywieniowy co mnie ciesz ogromnie. Po powrocie do domu miałam ochotę na coś lekkiego i smacznego. Coś oryginalnego i niepowtarzalnego. No i wymyśliłam.

Była ekspresowa sałatka z jajkami i rukolą

3 jajka średniej wielkości
rukola
kiełki rzodkiewki
szynka szwarcwaldzka
oliwa z oliwek, pieprz cytrynowy

Jajka ugotować na twardo, pokroić w ćwiartki, do tego sporo liści rukoli, kiełki rzodkiewki i szynka szwarcwaldzka porwana na kawałki (ja dałam 2  plastry). Wszystko wymieszałam, spryskałam oliwa z oliwek, doprawiłam pieprzem cytrynowym i zjadłam w momencie :)


Jadłospisowe rozpiski

Basia ma pewnie pełno zajęć, bo narazie wpisu z dzisiejszego dnia nie widać.
U mnie też trochę zamieszania z poplątaniem.
Ale podłogi pomyte, podwórko odśnieżone, garki czyściutkie.
To się nazywa aktywne popołudnie.
Teraz zabieram się za pichcenie.
Jutro na obiad tortilla pełnoziarnista z indykiem mielonym i warzywami
Na I śniadanie jaglanka - bo lubię i bo zostało
Na II śniadanie coś z łososiem i koperkiem, bo jedno i drugie zalega w lodówce - może placuszki otrębowe Dunkana
Na przekąske - owoc
Na kolacje - sałatka z oscypkiem i sosem balsamico :)

10.01

Dzisiaj niestety popełniłam swój klasyczny błąd. Zbyt mała ilość posiłków do obiadu, dlatego przyjechałam do domu wcześniej, żeby pozbyć się w końcu tego uczucia ssania w żołądku.
Jutro muszę inaczej rozplanować posiłki, tzn między II śniadaniem a obiadem wrzucić owoca lub inna małą przekąskę.
Podziwiam Basię jak ona potrafi tyle posiłków zorganizować w jednym dniu. Ja pewnie bym musiała łazić z siatami pełnymi pojemników, a i tak połowa wróciłaby w całości do domu, ze względu na brak czasu,
Ciężko mi trochę organizować obiad tak jak u Basi wcześniej w pracy, bo często nie mam dostępu do mikrofali, żeby podgrzać posiłek.
A obiad na zimno to dla mnie najgorsze co może być.
Sukcesywnie pewnie wypracuję jakieś dogodne dla mnie rozwiązanie, ale to dni, miesiące prób i doświadczeń :)
Wiosna będzie łaskawsza, więcej ruchu i dłuższy dzień !
Więc byle do wiosny !

Gotowanie na ekranie

Znów dwa genialne, bo proste, tanie, smaczne i zdrowe przepisy
Pierwszy z programu TVN "Rewolucja na talerzu"
A drugi mój ulubiony z Polsatowskiego "Jem i chudnę"

Papryka faszerowana mięsem, natką pietruszki i płatkami owsianymi.

Składniki

  • Pęczek natki pietruszki
  • ½ średniego pora
  • Sól, pieprz, zioła do smaku
  • Puszka pomidorów w kawałkach
  • 200g papryka czerwona (1 średniej wielkości albo 2 małe)
  • 30g płatki owsiane (3 czubate łyżki stołowe )
  • 100g mięsa indyczego mielonego

Przygotowanie

Sos: Potrzebna będzie puszka pomidorów najlepiej w kawałkach, zawartość puszki wylewamy do garnka, dodajemy szczyptę suszonej bazylii. Dusimy około 10-15 minut. Kaloryczność (400 ml - 2 małe szklanki ) takiego sosu to tylko 80 kcal.

Paprykę umyć i wyjąć gniazdo nasienne. Następnie podsmażyć mięso mielone indycze na patelni teflonowej bez tłuszczu (około 5 minut ), odrobinę posolić. Do podsmażonego mięsa dodać pokrojonego drobno pora, chwilkę poddusić (5 minut ), dodać posiekaną natkę pietruszki (część zostawić do dekoracji ) i płatki owsiane. Powstałym farszem nadziać paprykę. Paprykę z farszem umieścić w garnku (dolać pół szklanki wody) do wody możemy dodać nieco curry (1 łyżeczkę od herbaty ). Na paprykę wylewamy przygotowany sos, całość przykrywamy. Paprykę dusimy około 30-40 minut do miękkości. 1 porcja to około 295 kcal , idealna na obiad.

Paprykę można też wypełnić farszem z pieczarek i cukinii. Polecamy też paprykę z kaszą gryczaną, kapustą kiszoną i kawałkami szynki. Paprykę można wypełnić kawałkami papryki w innym kolorze z serem feta.


Moim zdaniem doskonały pomysł na szybki obiad. Można wyczyścić lodówkę i nafaszerować paprykę tym, na co macie w danej chwili ochotę. Zamiast płatków doskonale sprawdzi się brązowy ryż, albo kasze : jaglana, orkiszowa, gryczana. Można również wymienić je na otręby. Doskonała do środka będzie wędlina, albo mozarella light. Do doskonały sposób by w daniu przemycić trochę zieleniny pod postacią natki, koperku, bazylii, itp.

Drugi przepis - na słodkie śniadanie to :


Placuszki z gruszki z twarożkiem waniliowym

Na placki:

2 twarde gruszki
3 łyżki mąki pszennej pełnoziarnistej (dalam orkiszową)
1 małe jajko
1łyżka soku z cytryny
szczypta cynamonu
sól
olej rzepakowy do smażenia

Na twarożek:

250g twarożku homogenizowanego 0 % tłuszczu
1 laska wanilii
1 łyżeczka miodu

Gruszki zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Gruszki powinny być twarde. Jeżeli będą zbyt soczyste, ciasto będzie zbyt rzadkie i placki będą się rozpadać. Dodać mąkę, jajko, cynamon, sok z cytryny i szczyptę soli.
Dobrze wymieszać. Uformować małe placuszki. Na patelni rozgrzać odrobinę oleju i smażyć placuszki aż nabiorą złocistego koloru. Podawać z serkiem wymieszanym z miąższem wanilii i łyżeczką miodu.





Przepis godny polecenia. Ponieważ zabrakło placków postanowiłam dorobić jeszcze kilka i zamieniłam gruszki na jabłka, jak dla mnie twarde gruszki są lepszym pomysłem na wykorzystanie ich w tym przepisie.
Następnym razem również zamiast drogiej laski wanilii (8 zł) kupię waniliowy jogurt odtłuszczony, albo dodam kilka kropel aromatu.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Basia nadaje...

W sumie dopiero co usiadłam od czasu jak wyszłam z pracy :) No dobra, nie licząc momentu jazdy samochodem, jak i posilenia się obiadokolacją :) Czyli całkiem dobrze i całkiem aktywnie.

Na początek kilka słów o dzisiejszym dniu, pierwszym dniu w pracy po 2 tygodniowej przerwie. Uwielbiam tą pracę, uwielbiam ludzi z jakimi pracuję i tęskniłam w sumie nie do końca tego świadoma jak cholera. Już się doczekać nie  mogę dnia jutrzejszego. Tyle w temacie.

Posiłki na dzień dzisiejszy zrealizowane - tak jak zaplanowałam. Tylko zamiast obiadu w domu, zjadłam obiadokolację po godzinie 18. A teraz wypiłam jeszcze pół godziny temu ok 100ml koktajlu truskawkowego i ok 100ml soku jabłkowego świeżego.
Co robiłam przez tyle godzin po pracy? Najpierw kierunek Kaufland i zakupy. Kupiłam z rzeczy dla mnie:
- 5kg jabłek
- 3kg marchewek
- 4 różne makarony pełne ziarno z Lubelli
- tuńczyk w sosie własnym - kawałki
- wędlina drobiowa
- otręby owsiane
- mąka pełnoziarnista
- płatki błyskawiczne orkiszowe
No i zestaw kosmetyczny, ale to takie pierdoły co się mi pokończyły.

Po zakupach odebrać córkę młodsza od mojej mamy. Kierunek dom. Zanim rozpakowałam zakupy było przed 18, no to myślę chyba z moich planów obiadowych nici. Potrzebuje coś na szybko, na już, na teraz. Jestem głodna - wybiła już dawno moja godzina. Tak więc powstał omlet. Pyszny omlet, o taki

Zjadłam na spokojnie i chwilę przy dzieciach, opowieści Łucji z przedszkola, jej taniec w prezencie od mamy: skrzydełka różowe, różdżka i czułki, no i raz dwa do roboty. Wrzuciłam pranie, przystawiłam na zupę, wzięłam się za prasowanie. W tym czasie dokończyłam zupę, powiesiłam pranie, wrzuciłam kolejne, przygotowałam pokój do spania, okąpałam dzieciaki, poubierałam, poszłam dalej do kuchni. Naszykowałam na jutro prócz zupy koktajl truskawkowy i sok jabłkowo-cynamonowy. Zrobiłam Damianowi kanapki do pracy, przyszykowałam ciuszki na jutro dla dziewczynek i dla siebie. Teraz nałożyłam farbę na włosy i zaraz uciekam ją zmyć. A potem wezmę się jeszcze za przepisy na kulinarnym.

Mój koktajl truskawkowo-owsiany

Boski sok jabłkowo-cynamonowy. Mąż właśnie wypił i pyta czy mam jeszcze :D

Zupa - jeszcze w garnku - pomidorowo-koperkowa na dzień jutrzejszy - biorę do pracy!

Czyli jakie menu mam na jutro?
1) śniadanie w domu - 6.30 - chlebek ryżowy z szyneczką, pomidorkiem i szczypiorkiem (pewnie ze 2 kromeczki)
2) śniadanko w pracy - 9.00 - crunchella z białym serkiem, warzywami i łososiem
3) obiad w pracy - ok 12-12.30 - zupa pomidorowo-koperkowa z makaronem graham
4) podwieczorek w pracy - ok 14.30-15 koktajl truskawkowo-owsiany
5) przekąska w domu ok 17 - myślę że coś z jajem, dawno jajecznicy nie jadłam
6) kolacja ok 19:30-20 - jeszcze nie wiem co będzie :)

A teraz uciekam zmywać farbę z włosów...

Rozpiska na jutro

6:00 - 6:30
I śniadanie - jaglanka z gruszką i migdałami i miodem
10:00 - 11:30
II śniadanie - kanapki z pieczywa pełnoziarnistego z chudą wędliną i sałatka wielowarzywna
15:30 - 16:00
Obiad - papryka nadziewana mięsem mielonym, płatkami owsianymi i natka pietruszki
17:30
Podwieczorek - sok pomarańczowy wyciskany
19:00
Kolacja - Crunchella z serkiem homogenizowanym 0%, wędzonym łososiem i ogórkiem konserwowym

Brzmi pięknie :) Bo zdrowo!

Pieczywo

Tak dzisiaj chciałabym podzielić się moimi uwagami na temat pieczywa.
Oczywiście staram się zastępować białe pieczywo pszenne - pieczywem żytnim, razowym, ciemnym i chrupkim
Najczęściej do kanapki używam pieczywa z firmy Ryvita.
Moje ulubione to z dodatkiem ziaren słonecznika i płatkami owsianymi

Teraz kupiłam z pestkami dyni i płatkami owsianymi i jest równie dobre i godne polecenia.
Do nabycia są również pieczywa pełnoziarniste : ciemne żytnie, z prażonymi ziarnami sezamu, wielozbożowe i muesli . Chociaż tego ostatniego nie miałam okazji spotkać na sklepowych półkach.
Cenowo podobnie do produktów firmy Wasa. Ale dodatki ziaren i płatków zdecydowanie przemawiają za wyborem tych właśnie produktów.
Jedna kromka takiego pieczywa z dodatkami to ok. 45-50 kcal, i aż 1,8-2,2 g błonnika na kromeczkę.
To mój zdecydowany faworyt w kategorii pieczyw chrupkich.

Jeśli z kolei planuje śniadanie na słodko to do tego najczęściej zabieram pieczywo z Sonko.


Polecam : razowe z miodem, z orkiszem i dynią, razowe, błonnikowe, 7 zbóż.
Kromka takiego pieczywa to ok. 18-20 kcal, i ok. 0,5 g błonnika na kromkę.
Niektóre rodzaje tego pieczywa zawierają dodatkowo cenne prebiotyki, stąd podaje je również jako przekąskę swojemu synowi.
Ponadto często można spotkać promocje cenowe na tę linię produktów firmy Sonko i zaopatrzyć się na zapas.
To pieczywo jak sama nazwa wskazuje jest lekkie więc idealne jako przekąska, baza do podwieczorku. Na śniadania preferuje pieczywa chrupkie, najchętniej z dodatkami zbóż, owoców, itp.

Co do produktów firmy Wasa to moimi zdecydowanymi faworytami są : Wasa Graham, Wasa Sport i Wasa Mleczne. Dawniej dostępne było również Wasa Muesli - zdecydowanie najlepsze. Ale i pozostałe rodzaje pieczywa są niczego sobie.
Wasa Sport ma ok. 50 kcal na kromkę i aż 2,5 g błonnika (!)
Wasa Graham to 45 kcal i 1,0 g błonnika.
A Wasa Mleczna z dodatkiem mleka 30 kcal i 1,5 g błonnika.

Z ostatnich nowości polecam chrupkie pieczywo, które kupiłam za namową Basi.
Pyszna i lekka alternatywa dla białego pieczywa.


Doskonałe jako przekąska do pikantnych past, pasztetów warzywnych, bądź serków z dodatkiem warzyw.
Dostępne również w naturalnej wersji smakowej.
Jeden wafel to tylko 20 kcal.

Ponadto na moim stole znajdują się również w koszu na pieczywo : wafle ryżowe (doskonałe z Biedronki), maca z dodatkiem otrąb, pieczywo ciemne - z siemieniem lnianym lub suszoną śliwką albo orkiszowe.
Jeśli wybieram białe pieczywo, to unikam ciepłych, odmrażanym bułeczek z supermarketów, bądź napompowanych bułek wodnych, albo oszukanych kajzerek. Wybieram chleb na zakwasie pieczony metodą tradycyjną w lokalnej piekarni, który spokojnie posiedzi 3 dni, a większe ilości wrzucam do zamrażarki jako zapas na czarną godzinę :)

Generalnie zasada jest prosta : czytanie etykiet, jak najmniej sztucznych dodatków, wybieranie pieczywa z cennymi dodatkami. Koniecznie pełnoziarnistego, z wieloma mikroelementami i witaminami.
A wy jakie macie ulubione rodzaje pieczywa?


Menu na jutro

No dobrze Basia podzieliła się swoim jutrzejszym głównie pudełkowym menu
No to teraz ja :)
U mnie na obiad : indyk z cukinią i pomidorami i makaronem gryczanym (już czeka w lodówce do odgrzania w domu)
Na I śniadanie : kasza jaglana z jabłkiem i cynamonem (zjedzone w domu) + sok pomarańczowy (pomarańcze zalegają w lodówce od świąt :))
Na II śniadanie : pieczywo chrupkie, serek ziarnisty i pudełko warzywne (pomidor, sałata, ogórek)
Na kolacje : planowane placuszki otrębowe, z łososiem i ogórkiem konserwowym

Jutro również czas na przegląd lodówki i sporządzenie listy zakupów i wstępnego menu.
Lodówka wyczyszczona, zostało kilka jogurtów, jakieś warzywa, tuńczyk w puszce, serek wiejski i kawałek żółtego.
Pora na zakupy !

Wspomagacze

Basia pisała o swoich :
- różnego rodzaju herbaty
- Drenafast
- siemię lniane

U mnie w roli wspomagającej występują :
- herbata roibos (czerwona) - najlepiej tradycyjna, bez dodatków Pu-ehr (na mnie wpływa doskonale, pod warunkiem że piję jej minimum 2 szklaneczki dziennie)
- Drenafast - cóż jest niezły, bo dzięki niemu wykształcam sobie nawyk picia min. 1,5 litra płynów dziennie, ale spektakularnych efektów nie widać.
- len mielony - w ślad za Basią, postanowiłam urozmaicić głównie musli o dodatkowy składnik - len mielony.
- koktajle białkowe - stosowane w pierwszych dwóch tygodniach, póki co odstawione ze względu na zastąpienie ich prawdziwymi białkowymi bombami w postaci koktajlów, bądź po prostu szklanki chudego mleka.

Indyk na słodko

Filet z piersi indyka z sosem z suszonych owoców

  • odrobina curry, pieprzu i soli oraz woda do duszenia
  • 15ml sosu sojowego jasnego
  • 2 łyżeczki oliwy z oliwek lub oleju rzepakowego ( razem 10g)
  • łyżeczka miodu (10g)
  • 2 małe ząbki czosnku lub 1 duży
  • 40g suszonych śliwek bez pestki
  • 200g piersi indyka - dzielimy ją na 2 równe kawałki po 100g
  • 40g suszonych moreli

Przygotowanie

Do mięsa zwykle podaje się sos - często tłusty, śmietanowy, który tak jak mięso z resztą - nie ma w sobie błonnika. Taki obiad nie pomoże więc zaspanym jelitom. Dlatego dziś przygotuje danie z piersi indyka z sosem z suszonych owoców – najlepszych na dokuczliwe zaparcia.
Jedna porcja ma 260 kcal i prawie 4 g błonnika.

 Zaczynamy od przygotowania marynaty - w małej misce mieszamy: 1 łyżeczkę oleju, wyciśnięty czosnek, sos sojowy, odrobinę curry oraz miód. Kawałki indyka rozbijamy tłuczkiem na cienkie płaty i nacieramy marynatą. Tak przygotowane wkładamy do lodówki na przynajmniej dwie godziny.
Po tym czasie na patelni rozgrzewamy łyżeczkę oliwy i podsmażamy na niej mięso przez chwilę z każdej strony. Dolewamy pozostałą marynatę, pokrojone w drobne kawałki suszone owoce i dolewamy trochę wody (tak na oko, ok. 1/2 szklanki).

Dodajemy odrobinę pieprzu i bardzo mało soli i dusimy pod przykryciem około 20 minut aż owoce zmiękną i powstanie z nich sos. Jeśli trzeba dolewamy wody.


Przepis na indyka zaczerpnięty został z przepisów z programu "Jem i chudnę". Mąż i ja zachwyceni kompozycją smaków. Ja dodatkowo - możliwością szybkiego przyrządzenia tego dania. U nas podane z brązowym ryżem i sałatką z zielonych pomidorów. Jedyne zastrzeżenie jakie mam, to duża ilość suszonych owoców, więc jeśli ktoś jest nieprzyzwyczajony to proponuję zmniejszyć.

Kryzys

No i nastąpił ...
Pierwszy kryzys ...
U Basi euforia i 70 z przodu, a u mnie + 0,3 kg od zeszłego tygodnia.
Tydzień był nawet w porządku jeśli chodzi o przestrzeganie założonych zasad...
Wprowadziłam więcej posiłków (4-5), do tego minimum 2 litry płynów dziennie, przemyślane menu.
Ale w piątek zaczęło się ... poczułam że wynik tygodniowy będzie po prostu kiepski.
Waga jakby stanęła, a przynajmniej wymiary.
Do tego zdecydowanie mniej ruchu niż tydzień temu - wtedy byłam na wolnym i zdecydowanie więcej się ruszałam, ten tydzień upłynął głównie za kierownicą, ewentualnie za biurkiem.
W sobotę złamałam się ... zaczęło się od kawałka ciasta z teściem, a skończyło na połowie bombonierki i garści czipsów, potem dowaliłam sobie jeszcze sutą kolacją u znajomych.
Niedziela ... ?! Powtórka z rozrywki ... pizza i frytki na obiad.
A potem głęboki sen ... chyba po to żeby zapomnieć, że tak zawaliłam.
Już tak dobrze mi szło ... i co?
No właśnie ...
Tak jak to w życiu, jest euforia, radość, dobre chwile (jak u Basi :)
i te gorsze, zwątpienia, zatracenia braku wiary w siebie i swoją siłę ... siłę woli.
Basia dała mi smsowego kopa (niejednego) i pora się pozbierać ...
nic straconego ... 71,7 to nie tragedia ...
Trzeba wziąć się w garść i uwierzyć w to że się uda!

niedziela, 8 stycznia 2012

Powrót do pracy

Jutro wracam do pracy po 2 tygodniowej przerwie. I wiecie co Wam powiem? Cieszę się jak cholera. Cieszę się, bo stęskniłam się za dziewczynami, bo całkowicie inaczej jest wyjść codziennie do ludzi, ale też prawda jest, że jest o wiele ciężej zaplanować jedzenie na te 10 godzin poza domem. Tyle mniej więcej mnie nie ma bo 8 godzin pracy, plus poranne zawiezienie Łucji do przedszkola, odwiezienie Julki, dotarcie do pracy, a później zebranie Julci i czasem nieraz jeszcze jakieś zakupy. W zaokrągleniu 10 godzin.
Ale też prawdą jest, że człowiek gdy pracuje jest o wiele lepiej zorganizowany i ma o wiele więcej czasu, że tak powiem. Właśnie przez to zorganizowanie. Nie ma czasu na obijanie się, trzeba zrobić to i tamto, bo inaczej się nie da. Dlatego cieszę się tym bardziej.

A w lodówce przyszykowane na jutro mam:
1) sałatka z tuńczykiem, makaronem graham, ogórkiem kiszonym, papryką ramiro, groszkiem zielonym - bez dodatku sosu czy majonezu
2) koktajl pomarańczowy z otrębami owsianymi
3) crunchella onion a do tego biały serek i w pudełeczkach naszykowane:
- w jednym warzywa: sałata pekińska, cukinia, papryka czerwona
- w drugim rybka: łosoś wędzony
4) sok grejfrutowo-warzywny (burak + seler)

Natomiast przed pracą zjem coś lekkiego i na szybko. Dwa jajka na miękko owinięte w szynkę szwarcwaldzką plus świeży sok jabłkowo-marchewkowy :)

8 grudzień -> 8 styczeń! Miesiąc a na wadze 70,3kg!!!

Dzisiaj mija miesiąc, miesiąc od czasu jak powiedziałam sobie co to, to nie. Tak ładnie mi szło, tak ładnie waga spadała a ja to wszystko zawalę? Przeraziłam się, że jest bliżej do 80, aniżeli do 70 widząc na wadze 76,2kg. Przecież już miałam 71,5 i co? No i poszłam do nowej pracy, a to ciastko, a to cukiereczki, a to ciasteczka i szło do góry. 4 miesiące i prawie 5kg więcej na wadze.

Teraz jednak jestem bliżej 6 niż 8, więc cieszę się ogromnie!

Na wadze dzisiaj 70,3kg! Czyli aż 1,3kg mniej niż w zeszłym tygodniu - i tu nie małe zaskoczenie.

W poprzedni weekend za grzecznie nie było, a to Sylwester i jeszcze w nocy podjadałam, a w niedzielę dopadło mnie przeokresowe łakomstwo - wcięłam chyba 3 duże kostki czekolady późnym wieczorem i jeszcze normalnym jedzeniem dopchałam. I okres był, i nie sądziłam, że aż taki spadek będzie. Ale cieszę się ogromnie. Cieszę się, bo jem, jem dużo, jem normalnie, jem zdrowo. Żeby chudnąć trzeba jeść!
Tak więc w ciągu miesiąca pozbyłam się 6kg i gęba mi się cieszy! Liczę, że w przyszłym tygodniu będzie już 6 z przodu, nawet jeżeli miałoby to być 69,9 to i tak bym się cieszyła!

sobota, 7 stycznia 2012

Jadłospis dnia dzisiejszego i zakupy!

Pewnie co poniektórzy zastanawiają się jak wygląda mój dzień żywieniowy. Podam przykład np z dnia dzisiejszego :)

Śniadanie, frittata z kurczakiem z dnia poprzedniego i zielonym groszkiem

Pierwsze śniadanie było dość późno, ale i drugie dałam rady wcisnąć:
- sok z 2 grejfrutów + krążek ryżowego pieczywa

Obiad, zupa szpinakowa mocno czosnkowa
Podwieczorek, koktajl: banan + 4 mandarynki + mały jogurt naturalny

Kolacja, nowoodkryte pieczywo chrupkie, z białym serkiem, sałata pekińską, papryką ramiro i tuńczykiem wędzonym

Przed spaniem mieliśmy sobie jeszcze  zaserwować soczek jabłkowy świeży z marchewką, ale... ale kupiłam dzisiaj trzy nowe herbatki i teraz je testujemy :)

Z nowości zakupionych w dniu dzisiejszym:

Pieczywo firmy kupiec o smaku czosnkowym, rewelacyjne... można z nim fajnie pokombinować, jutro na śniadanie chyba znowu zrobię, wariant zapiekany z różnymi warzywkami :)
 

Na próbę wzięte, chwalone na wizażu, nie mało kalorii, ale wiadomo, że czasem przychodzi ochota na słodkie, niepohamowana, dzika, szaleńcza wręcz... więc i takie jednorazówki mi się przydają. Czy to do pracy, czy też w domu... termin ważności długi, więc niech leży... a wiadomo, że słodkim czasem też trzeba sobie dogodzić :)

Trzy nowe herbatki. Rooibos pyszna, teraz piję Sagę...



Sobotnie przemyślenia!

Zjadłam na śniadanie frittatę, teraz piję kawę. W planach na później koktajl bananowo-kakaowy. A na obiad? Sama nie wiem, na pewno coś z piersi z kurczaka bo została mi z wczoraj.

W temacie gubienia kilogramów - jutro ważenie. Kaja nastawiona, że raczej za wiele jej nie zeszło albo i nic. Dołożyła posiłków, stara się jeść ich 4-5 w ciągu dnia, nie pomijać. I bardzo dobrze, super rozwiązanie. Byle byś kochana widząc na wadze tyle samo, albo więcej, albo niewiele mniej niż w zeszłym tygodniu nie zmieniła tego co wprowadziłaś. Nie zaczęła jeść mniej, czy ograniczać kalorii, bo to nie jest żadne rozwiązanie. W zeszłym tygodniu spadło Ci tak wiele, jak za dwa tygodnie. Czasem przychodzi zastój, czasem nawet coś przybędzie, ale najważniejsze to to by się nie denerwować, nie załamywać tym i nie zaprzestawać. A co najważniejsze nie zmieniać nic na gorsze. A bo może za wiele jem, a ukrócę, a nie będę jadła kolacji itd itp. Jedno ważenie będzie na plus, ale kolejne będzie na minus :) Zastoje to norma podczas dietkowania.

Tak samo jestem zdania, że wyrzekanie się czegoś w czasie walki o szczupłą sylwetkę to też nie jest najlepsze rozwiązanie. Co innego jak organizm sam odrzuca, bo mu coś nie pasuje, no to wiadomo nie ma co jeść na siłe. Albo właśnie gdy wszyscy wokół trąbią jedz otręby czy jabłka, czy cokolwiek innego, a Ty tego nie lubisz, nie wpychaj w siebie na siłę.
Że niby ziemniaki tucza tak? A guzik prawda! To omasty, sosy dodają im kalorii. Same w sobie są zdrowe, niskokaloryczne i wskazane przy diecie. Rezygnacja z kasz? Głupota... kasza jaglana, gryczana, jęczmienna - jak najbardziej wskazane przy diecie. Wyrzekać się chleba, no bo jak chleb odrzucę i ziemniaki to schudnę. A guzik prawda. Piecz sama grahamki, ciemne pieczywo, albo po prostu takie wybieraj w sklepie. Nie pochłaniaj chleba na każdy posiłek w ciągu dnia. Zjedz sobie z rana nawet i codziennie. Albo co dwa dni. I jest ogrom takich rzeczy. Całkowite wyrzekanie się słodyczy? Hmmm jeśli się pohamujesz i jesteś w stanie zjeść tylko jeden kawałek ciasta to dlaczego masz go nie zjeść na podwieczorek, czy jako dodatek do drugiego śniadania raz na jakiś czas. Wiadomo, ze nie codziennie... Najlepiej ciasto zrobione samemu.
I właśnie takich rzeczy jest ogrom. Trzeba odchudzać się z głowa po prostu!

piątek, 6 stycznia 2012

Mus z melona - nie nie nie!

Dziewczyny nie róbcie nigdy sobie musu z melona. Kupiłam ładnego, zielonego. Myślę zrobię sobie albo koktajl albo mus. Dobrze, że z całego nie robiłam, tylko z połowy. Wyszedł mus po prostu niedobry. Dodałam całą cytrynę z nadzieją, że będzie lepiej, schłodziłam w lodówce i nic. Nic mu nie pomogło. Smakował jak lekko zgerowany, taki zepsuty, może gazowany...

Jutro będzie albo w sałatce, albo po prostu jako przekąska. Ale żeby nie było - mus wypiłam :) z nadzieją, że może się przyzwyczaje!

Raz dwa trzy - zimą Kajuś podziel się z Nami Ty!

Rano zwyczajne śniadanie. Myślałam, myślałam i nic nie wymyśliłam. Więc był chleb graham z białym serkiem, chudą wędliną, cukinią, posypane koperkiem. Do tego kawałek ciasta z wczoraj.


I mój kombinowany obiadek. Chyba pogoda nie sprzyja mi nowym pomysłom i kombinowaniu. Więc wykorzystałam to, że rodzince robiłam udka w chrupiącej skórce z piekarnika z ziemniaczkami i buraczkami. I sobie w drugiej formie wstawiłam pierś z kurczaka posypaną kardamonem i curry, w asyście warzyw z patelni. U mnie robione w piekarniku :)



Teraz popijam mus z melona z sokiem z cytryny, ale w sumie średni jest. Nie miałam na niego większego pomysłu.

A pogoda - pogoda u Nas jest po prostu do dupy. U Kai przyszła zima, jest pięknie, pewnie biało i liczymy na zdjęcia. Kaja słyszysz? Dasz radę jakieś zdjęcie wrzucić? Pochwal się jak ładnie u Was jest, kiedy u Nas jest szaro, buro, do bani, mokro, deszczowo, i bleee! U kogo jest tak ładnie jak u Kai, a u kogo jest tak do bani jak u mnie?

Za to dzisiaj po długiej przerwie naskakałam się przed Xboxem. Pograłam w siatkówkę, w tenisa stołowego, a wieczorem może zaliczę jakąś przygodówkę gdzie trzeba skakać, schylać się, unikać różnych rzeczy - ogólnie dużo ruszać. Niech żyje ruch! A i waga niech będzie łaskawa w niedzielę!

Piątkowe lenistwo

No i nareszcie zima :)
Za oknem prószy śnieg, na obiad smaki jesieni - leczo
Dla nas z synkiem wersja light - z gotowanym indykiem
Dla męża - z podsmażoną wiejską kiełbaską
Lubię w zimie wracać do smaków lata i jesieni
Konfitury, mrożonki, nalewki
Smaki które uwielbiam odkrywać na nowo

Co do nowych smaków - wieczorem wrzucę przepisy na : indyka w sosie z suszonych owoców i pyszne placuszki z gruszki z waniliowym twarożkiem
I jedno i drugie zaczerpnięte z programu "Jem i chudnę"
Przepyszne, inne i nawet polubiane przez męża
Do wieczora więc.

Piatkowy poranek...

Chciałam napisać szybką notkę z telefonu, kilka słów, kilka myśli... Niestety z mojego telefonu mogę dodać tylko tytuł i podpis, a treści nie. Nie wiem dlaczego tak, no szkoda.
Piątkowy poranek, mąż gra w jakąś tam swoją grę na komputerze, w którą nie grał już dłuższy czas, Łucja ma chwilę na bajki, a Julia tradycyjnie biega tam i z powrotem i coś tam gada po swojemu.
Ja natomiast myślę nad śniadaniem. Sama nie wiem na co mam ochotę, co chodzi po mojej głowie. Jajka mi się skończyły, z chęcią bym zjadła znowu jakiś omlet. Mówiłam Wam, że uwielbiam omlety, jajecznice, frittaty i inne jajeczne paści? Mam ochotę na koktajl z melonem, ale to najlepiej na drugie śniadanie. Pomyślę, pomyślę i na pewno się podzielę :)
Wczoraj za to na naszym stole pojawiło się ciasto, zapowiedzieli się rodzice i chciałam zrobić coś w wersji light. Gdyby biały cukier zamienić na cukier trzcinowy, fruktoze, albo wspomniany w ostatniej notce ksylitol, a białą mąkę na np orkiszową typ 1850 - ciasto było by idealne dla dietkujących. Niestety nie miałam tych produktów w domu, ale już nadrabiam i niebawem się pojawią. Tak i słodycze będą się tutaj pojawiać :) I na pewno więcej różnych wypieków, w tym bułeczek czy chlebków.
A oto ciasto otrębowe z jabłkami i żurawiną suszoną

Składniki:
  • 4 duże jajka (osobno białka i żółtka)
  • 1/2 szklanki drobnego cukru do wypieków
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 1 szklanka zarodków pszennych (lub otrębów) - u mnie otręby owsiane
  • 1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
  • 300dag jabłek plus garść żurawiny suszonej
  • cynamon do posypania jabłek i żurawiny

    Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.
    Białka ubić na sztywną pianę, można dodać odrobinę soli. Pod koniec ubijania dodawać partiami cukier, łyżka po łyżce, miksując. Dodać żółtka i zmiksować.
    Mąkę i proszek przesiać. Wymieszać z otrębami. Dodać do masy jajecznej, wymieszać warzechą.
    Blachę o wymiarach 23 x 34 cm posmarować jakimś tłuszczem. Wyłożyć ciasto - wyrównać łyżką. Na wierzch wyłożyć owoce (owoce typu morele, śliwki - układamy rozcięciem ku górze) - ja robiłam z jabłkami i żurawiną.
    Piec w temperaturze 170ºC przez 35 - 40 minut, do tzw. suchego patyczka.