środa, 16 października 2013

16.10

Dawno nas tu nie było. Mam nadzieję że Basia od czasu do czasu zagląda.
Ja czasami przeglądam archiwalne wpisy. Bo jestem sentymentalna i to bardzo.
U mnie dobrze. R. skończyła trzy miesiące. Pora zabierać się za ćwiczenia.
Mamy teraz kiepski okres ponieważ cała rodzinka rozłożona przez choróbska.
Ćwiczymy więc co rano i wieczór regularnie inhalowanie i odciąganie kataru.
Za to okolicznościowo pod pierzyną w te dżdżyste dni nadrabiam wiedzę teoretyczną na temat zdrowego odżywania. Odkryłam ostatnio kilka przydatnych informacji i miejsc, ale o tym w następnym wpisie.
Żeby było na co czekać :-)
Basiu jesteś tam?
Reszto świata jesteś?
Bo ja tak !

P.S. 69 ... kilogramów kosmate myślicielki ;)

czwartek, 8 sierpnia 2013

poniedziałek, 29 lipca 2013

71.3



Tak ... magiczna dieta matki karmiącej działa !
W sumie nic wielkiego i nawet ciężko to nazwać dietą ale tak bardzo CIESZY !
Jeśli już to dieta eliminująca pewne produkty, a zwłaszcza wszystko co tłuste i smażone.
Do tego mniejsza ilość słodkości, chociaż ostatnio poniosło mnie z kilkoma krówkami i domowymi lodami.
Moje marzenie to 65 kg i zapięcie się w ślubny gorset :)
Jeśli się uda to wrzucę Wam zdjęcie ile mi brakuje do dopięcia :)
A co u mnie dzisiaj na talerzu ?
Owsianka z wanilią i bananem
Kawa zbożowa magnezowa z mlekiem
Kanapki na chrupkim pieczywie z serem żółtym w towarzystwie soku wielowarzywnego
Zupa pomidorowa z cielęciną (w ramach uzupełniania niedoborów żelaza :))
Kasza jaglana z jajkiem sadzonym wraz z gotowanymi na parze warzywami sezonowymi
Kefir z dżemem z czarnej porzeczki
Sałatka z fetą i pomidorem z kroplą oliwy
Pysznie prawda?
I kto powiedział że dieta matki karmiącej jest niesmaczna ? :)
P.S. Małej wyraźnie nie służy pochłanianie przez mamę kabanosu ...

niedziela, 21 lipca 2013

Cud?

Witajcie !
Jesteśmy już osobno, a nie w dwupaku :) Mała Rozalka pojawiła się 9 dni temu na świecie.
Jest przekochana i każdego dnia zakochujemy się w niej na nowo.
2 dni temu wróciłyśmy do domku i od razu wskoczyłam na wagę, tak aby skontrolować ubytek wagi w szpitalu. I ... oto zdarzył się CUD. W dniu porodu waga wskazywała ok. 83,5 kg. Waga startowa - 76,5 kg. A całe dziewięć dni później - 72 kg (!!!) Wiadomo - dzidziuś, wody, dodatkowe płyny ustrojowe i ubytek krwi (w moim przypadku całkiem spory). Ale aż 11,5 kg ?!
Podejrzewam że tak szybki spadek wagi spowodowany jest również karmieniem piersią. Mała przyssała się na dobre, a ja nieco bardziej uważam na zawartość mojego talerza wybierając : gotowane mięsa (drób, wieprzowina, podroby), sporo warzyw i owoców, chudy nabiał i kasze. Stopniowo wprowadzam dodatkowe produkty.
Jak się czuje po tak sporej utracie wagi? Nie ukrywam że jestem osłabiona, ale od kilku miesięcy towarzyszy mi anemia, która po porodzie jeszcze się pogłębiła. Do tego dochodzi mała ilość snu i działanie na najwyższych obrotach jeśli chodzi o domowe sprawy. Ale nie narzekam bo dojście do pełnej formy to zapewne kwestia czasu i dobrego - mądrego odżywiania.
Także od nowa rozpoczynam swoją przygodę z dochodzeniem do swojej wagi tj. 65 kg. Karmiąc piersią nie można wprowadzać radykalnej, niskokalorycznej i mało urozmaiconej diety. Więc odżywiam się racjonalnie w oparciu o zasadę mało a często, która jak widać po efektach Basi działa !
Czekam w tym miejscu na Basię i jej odezwę do narodu :)
A ja obiecuję się regularnie pojawiać z efektami, przepisami, refleksjami, może fotkami.
Całusy !
P.S. Dziś u mnie na obiad dorada (cenowa promocja biedronkowa :) z cytryną, ryżem i duszoną cukinią, a na deser ciasto marchewkowe z kawą inką !

wtorek, 2 lipca 2013

Między nocą a dniem

Pomyślałam że zaglądnę na chwilkę.
Nie mam pojęcia czy Basia też zagląda tu czasem i wspomina stare dobre czasy :)
Te obecne zapewne nie są złe.
Ale jak dla mnie cięższe .... o całe 8 kg upragnionej córeńki !
To już końcówka końcówki.
Zajadamy się sezonowo : koktajlem truskawkowym, czereśniami prosto z durszlaka, zupą szparagową u znajomych i domowymi drożdzówkami z prawdziwymi, leśnymi borówkami z tegorocznych zbiorów, kanapkami z razowca z bryndzą i pomidorami malinowymi.
Zajadamy się tym co za maleńką chwilkę może być na liście produktów niedozwolonych do spożywania dla karmiącej Matki Polki.
Nie narzekam bynajmniej na marchwiankę i kleiki - bo chociaż nie jestem ich fanką nie kręcę nosem, bo są lekkie i jakby nie było dietetyczne :) Ale ciągnie mnie do smaków które zaraz umkną, zamykam je w słoiczkach, albo rozkoszuję się nimi na codzień, żeby przywołać potem w zimne, jesienne poranki te rozkoszne wspomnienia.
Co do wagi to obecna to ok 83-84 kg - w sumie nie mogę narzekać, bo startowałam przecież z 76 kg. Więc jest znacznie mniej niż w trakcie poprzedniej ciąży, co nie zmienia faktu że trzeba będzie się wziąć za siebie po porodzie żeby stracić te zbędne kilogramy, a przede wszystkim trzeba będzie postawić na zdrowe i zbilansowane posiłki.
Ostatnie 2 miesiące były okresem podjadania, w szczególności słodkości, co przy anemii która zawitała do nas w 5/6 miesiącu nie jest zbytnio wskazane, ale jednak niesamowicie kuszące. Staram się powoli odstawiać słodkości - chociaż jest to proces bardzo powolny i skomplikowany.
Póki co pozostawiam Was z przepisem na słodko-kwaśny, banalnie prosty dressing do sałatki :)

Dressing słodko-kwaśny w kolorze słońca 

Kilka łyżeczek musztardy miodowej (koniecznie miodowa - szukajcie tych które mają w składzie naturalny miód) 
ok. 2-3 łyżeczki miodu naturalnego (najlepszy wieloowocowy)
ok. 1-2 łyżeczki soku z cytryny 
ok. 1-2 łyżeczki oliwy z oliwek 
świeżo mielony pieprz
jeden mały słoiczek


Do słoiczka wlewamy wszystkie składniki, zakręcamy i mieszamy intensywnymi ruchami nadgarstka :)
Doprawiamy do smaku.

Do czego pasuje?
Do mieszanki sałat bądź samej rukoli. A do tego to o czym sobie zamarzycie :) Ja uwielbiam z płatkami parmezanu albo oscypka, pomidorkami koktajlowymi, ziarenkami prażonego słonecznika.
Albo z szynką parmeńską, kawałkami grejpfruta, posiekanymi pistacjami.
Ale kombinacji macie ilość nieskończoną.
Proste, tanie i niesamowicie smakowite !